wtorek, 19 kwietnia 2016

Luvos, Odżywczy balsam do ciała

Luvos to marka, o której zawsze myślałam w kategoriach pewniaka. Na blogu zachwycałam się już ich szamponem, odżywką, emulsją do mycia twarzy. Uwielbiam też ich maseczki w saszetkach - dla mojej tłustej cery najbardziej do gustu przypadła wersja z olejem sojowym.
Sięgając po balsam do ciała byłam przekonana, że skończy się to cudownym nawilżeniem mojego ciała i wielką pochwalną recenzją.
Niestety ani pierwszego nie było, ani drugiego nie będzie.


Opis producenta:
 Balsam do ciała przeznaczony do suchej i wymagającej, a także do wrażliwej skóry. Intensywnie nawilża i odżywia skórę, wzmacnia jej barierę ochronną oraz zwiększa elastyczność. Likwiduje suchość i napięcie skóry.

Czym jest glinka Luvos?
Glinka Luvos® to w 100% naturalny less, będący unikalną mieszanką minerałów i pierwiastków śladowych. Te pokłady lessowe mają swoje źródło w okresie zlodowaceń plejstoceńskich. Zostały utworzone w wyniku procesów eolicznych na terenie Skandynawii i Niemiec. Less, na bazie, którego produkowane są kosmetyki z glinką Luvos®, jest pylastą skałą osadową. Poprzez suszenie w wysokiej temperaturze (130°C) oczyszcza się go z bakterii, a następnie sprowadza do postaci drobnoziarnistego proszku – cząsteczki o wielkości jednej tysięcznej milimetra. Powstały w ten sposób proszek mineralny – glinka, jest produktem czysto naturalnym, bez chemicznych lub innych dodatków.
Preparaty Luvos® łączą walory zdrowotne glinki mineralnej z pielęgnacyjnymi właściwościami kosmetyków naturalnych. Prawie 100-letnie doświadczenie firmy Luvos stanowi podstawę opracowania innowacyjnych kosmetyków naturalnych na bazie glinki, bogatej w cenne minerały i pierwiastki śladowe. Kosmetyki naturalne Luvos® zostały wzbogacone o naturalne substancje czynne pochodzenia roślinnego. Dzięki temu przygotowano dokładnie wyważoną kompozycję składników kosmetycznych dla zdrowej i pięknej skóry.
Kosmetyki naturalne produkowane na bazie glinki Luvos® obfitują w takie minerały i pierwiastki jak np. krzem, wapń, potas, żelazo, magnez, miedź, selen i cynk. Glinka Luvos®, dzięki strukturze drobnych mikro-cząsteczek, posiada zdolność wiązania szkodliwych substancji i czynników podrażniających, przez co jest szczególnie odpowiednia i wskazana do oczyszczania i pielęgnacji skóry oraz włosów. Wspiera i wzmacnia naturalne funkcje skóry, poprawia mikro-krążenie, neutralizuje zanieczyszczenia i łagodzi podrażnienia.

Skład:
 Aqua, Alcohol, Squalane, Glycerin, Caprylic/Capric Triglyceride,  Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Loess, Xylitylglucoside, Anhydroxylitol, Prunus Armeniaca (Apricot) Kernel Oil**, Helianthus Annuus (SunFLOWEr) Seed Oil**, Potassium Palmitoyl Hydrolized Wheat Protein, Mica, Xylitol, Tocopherol, Xanthan Gum, Citric Acid, Potassium Sorbate, Parfum (Natural Essential Oils)*, Citronellol*, Linalool*, CI 77891 (Titanium Dioxide), CI 77491 (Iron Oxides), CI 77499, (Iron Oxides),  CI 77492 (Iron Hydroxides)



Moje wrażenia:
  •  Balsam ma typową dla całej gamy kosmetyków Luvos specyficzną ciepłą i piaskowo-pomarańczową nutę zapachową. To dość specyficzny zapach, ale bardzo go lubię. 
  • Kosmetyku zaczęłam używać zimą, wtedy moja skóra, która zazwyczaj jej normalna, staje się znacznie bardziej wymagająca. Czy została nawilżona? Tak, ale jakiegoś spektakularnego dopieszczenia nie było. Tak to jest jak poznaje się naprawdę dobre kosmetyki, poprzeczka ciągle rośnie.
  • Największym minusem tego balsamu obok słabej wydajności jest zbyt rzadka jak dla mnie konsystencja. Chcąc uniknąć bezsensownego wylewania się produktu z opakowania przelałam balsam do innego opakowania. Żałuję, że nie zrobiłam tak od samego początku.
  • Podsumowując, produkt jednak trochę mnie rozczarował. Po prostu spodziewałam się czegoś lepszego. Po cichu liczę na to, że marka wzbogaci swoją ofertę o gęste i puszyste masło do ciała. Widzę potencjał ku temu.
 
 Znacie kosmetyki Luvos?
całuję
Kosodrzewina79



poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Mój aktualny makijaż - cera tłusta.

Po wieczornej i porannej pielęgnacji, w dzisiejszym poście chciałabym opowiedzieć Wam trochę o moim codziennym makijażu.

Lubię swoją twarz.
Tak, pomimo wieloletniej walki z owłosieniem na twarzy, pomimo dużego naczynka na twarzy, pomimo tłustej cery, tak pomimo, pomimo... lubię.

Blisko rok temu zrezygnowałam z drogeryjnych, silikonowych podkładów. I uważam, że to właśnie ten krok obok zrównoważonej i skromnej pielęgnacji przyczynił się do tak znacznej poprawy mojej skóry.

Swoją przygodę z makijażem zaczęłam późno. Tusz do rzęs pojawił się dopiero na studiach, podkład pod ich koniec. Bronzer, róż i szminka po 30.


Wieczorna pielęgnacja.
Poranna pielęgnacja.

  • Swój makijaż zaczynam od Primera marki 100% Pure  (za kilka dni wreszcie sięgnę po wersję dla skóry tłustej - dajcie mi chwilę, zrobię porównanie). Primer ładnie nawilża, wygładza i rozjaśnia skórę, dla mnie to taka sero-baza.
  • Następnie sięgam po Kremowy Podkład 100% Pure, który początkowo wcale mnie nie zachwycił, bo wydawał mi się taki gęsty i właściwie suchy w wykończeniu. Ale to za drogi produkt, aby sobie odpuścić. Po kilku eksperymentach znalazłam na niego sposób, i dzisiaj go uwielbiam. Więcej napiszę o nim w osobnej recenzji, do której się już ostro przymierzam. Ale powiem jedno, naprawdę jest wart uwagi.
  • Później dokładnie myję ręce i wędruję do pokoju, aby dokończyć makijaż.
  • Zaczynam od podkładu mineralnego z Lily Lolo, którego nakładam cienką warstwę. Jest to idealne gruntowanie wcześniej nakładanego podkładu (którego nie nakładam na całą twarz) oraz ujednolicenie koloru skóry.
  • Dalej sięgam po bazę Lily Lolo i delikatnie nanoszę ją na całą górną powiekę. Uwielbiam ją za to natychmiastowe rozjaśnienie. Dla żółtej części bazy niestety nie znalazłam zastosowania. 
  • Następnie sięgam po moją ukochaną (obok Lily Lolo) paletkę Naked ze 100% Pure, którą wykonuje praktycznie cały makijaż oka.
  • Kolejnym krokiem jest korektor pod oczy - mam dwóch ulubieńców Pixie oraz rozświetlający ze 100% Pure. I to właśnie to cudowne rozświetlenie sprawia, że ostatnio po ten drugi sięgam zdecydowanie częściej.
  • Korektor zawsze trzeba przypudrować!!! Pamiętajcie o tym dziewczyny! Długo pomijałam ten krok w makijażu, bo po prostu nie miałam żadnego fajnego pudru naturalnego, a ten, którym na koniec matuję twarz, niestety ale pod oczami z wiadomych względów się nie sprawdził. Dlatego z braku laku sięgnęłam po kupiony dawno, dawno temu puder z The Balm - Sexy Mama. Nie jest to puder matujący! Pod oczami sprawdza się idealnie. Nałożony dobrym pędzlem utrzymuje korektor przez cały dzień. Oczywiście myślę o jakimś naturalnym zamienniku, ale ten zakup musi jeszcze chwilę poczekać.
  • Z bronzerem jest tak samo jak z pudrem pod oczy - nie mam takiego z naturalnym składem, ale po cichu marzę o tym. Aktualnie używam bardzo bezpiecznego Hoola z Benefitu.
  • Po róże sięgam może od dwóch lat, kiedyś lubiłam te z Inglota i Bell, teraz jestem zauroczona sypkimi różami z Lily Lolo.
  • Rozświetlacza nie używam, moja skóra ma swój naturalny błysk :(
  • Moje włosy są trochę ciemniejsze od tych, które dostałam od natury, dlatego muszę jeszcze chwilę poświęcić na podkreślenie brwi. Długo nie mogłam znaleźć nic o naturalnym składzie, ale opłacało się szukać, jestem zachwycona kredką Zuii.
  • Kończąc makijaż za pomocą puszka (najlepsze są w Sephorze) wciskam w twarz odrobinę pudru wykańczającego HD Coda z Kolorówki
  • I na sam koniec tusz do rzęs. Dobry naturalny tusz jest bardzo ciężko znaleźć. W użyciu mam aktualnie ten z Zuii. Mam już za sobą tusze ze 100% Pure, Lily Lolo, Benecos i 2x Zuii - myślę, że nastał czas na małe porównanie i podsumowanie.
  • Kocham szminki, ale ostatnio coś znów przerzuciłam się na błyszczyki. Ostatnio króluje ten z Lily Lolo i Pat&Rub.

Coś Was zainteresowało? Napisać o czymś dokładniej? Dajcie znać!
Wiem jedno, delikatny makijaż odmieni każdą kobietę. 
A ja bardzo lubię te poranne kilka minut z sobą i dla siebie.
całuję
Kosodrzewina79
 

niedziela, 10 kwietnia 2016

Moja poranna pielęgnacja twarzy - cera tłusta

Witajcie,
po trzech kolejnych  naprawach laptopa, wiem, że niestety czeka mnie zakup nowego sprzętu. Dzisiaj, korzystając z okazji, że po trzeciej naprawie laptop działa dłużej niż 10 minut przychodzę do Was z obiecanym postem o mojej porannej pielęgnacji twarzy.

Przez wiele lat nie doceniałam istoty i wagi porannej pielęgnacji twarzy. Wszystko zmieniło się blisko rok temu, gdy definitywnie odstawiałam drogeryjne, silikonowe podkłady oraz pudry i postanowiłam spróbować makijażu naturalnego.
Bardzo szybko zrozumiałam, że kluczem do trwałego makijażu naturalnego, nawet w przypadku cery bardzo tłustej z olbrzymią skłonnością do zaskórników, rozszerzonych porów, nadmiernego wydzielania sebum jest odpowiednia poranna pielęgnacja. Pielęgnacja, która delikatnie, ale skutecznie oczyści skórę (pory) po nocy. Kolejnym krokiem jest dobra tonizacja oraz antyoksydanty.
Poniżej przedstawiam Wam moją bardzo, naprawdę bardzo udaną pielęgnację z ostatnich tygodni.


  • 100% Pure, Pasta/Maska oczyszczająca PURITY - powiem tak, gdybym z całego asortymentu marki 100% Pure miała wskazać jeden, tylko jeden produkt, który na stałe chcę mieć w swojej pielęgnacji, to z pewnością byłaby ta pasta myjąca. W moim ponad trzydziestoletnim życiu nie znalazłam niczego lepszego do porannego oczyszczania, a jednocześnie do regulowania i wyciszania skóry tłustej. Z miękkiej tubki wyciskam porcję pasty wielkości zielonego groszku, łączę z odrobiną wody i tak zaczynam moje codzienne poranne oczyszczanie twarzy. Pasta pięknie pachnie i delikatnie chłodzi skórę. Mój wielki hit, który wymiata z porów sebum i resztki nocnej pielęgnacji.
  • Alva, Rhassoul, Spray regenerujący - cudowny tonik w pięknym szklanym opakowaniu z higienicznym atomizerem. Mam wrażenie, że dopiero przy tym produkcie zrozumiałam co to znaczy prawdziwie tonizować skórę. Tonik ten to właściwie aloes z wodą i cudownymi olejkami eterycznymi: z drzewa herbacianego, lawendy, grapefruita, cytryny, miodu manuka i kadzidłowca. Idealny zestaw dla skóry tłustej. 
  • Nourish, Odżywcze serum peptydowe do cery mieszanej i tłustej - cudowne odkrycie. Zaintrygowana składem tego serum - a zwłaszcza obecnością w nim już na samym początku składu ekstraktu i hydrolatu z jabłka (moja skóra uwielbia jabłko!!!), ale również tak ukochanych przez tłustą skórę witamin z gruby B (B3, B5, B6) oraz antyoksydantów - witaminy C i E podczas promocji -15% skusiłam się na mały zestaw startowy, ale gdy tylko nadarzyła się duża, bo -25% promocja to bez namysłu kupiłam pełnowymiarowe opakowanie. Serum cudownie nawilża i rozjaśnia moją zazwyczaj ziemistą cerę - nadaje jej niebywałego delikatnego i młodzieńczego blasku, a dodatkowo pięknie pachnie jabłkami.
  • Nourish, Biomimetyczny przeciwzmarszczkowy krem pod oczy - pisałam już o nim w poście o wieczornej pielęgnacji twarzy. Kremem jestem zachwycona pod każdym względem. Obok cudownego działania szczególnie ujmuje mnie w nim "posłuszna pompka", którą potrafię wydobyć z opakowania tyle produktu ile potrzebuję, a jest to bardzo istotne w momencie, gdy za 10ml kremu nawet przy promocji -25% płacimy ponad 100zł.
 I to tyle w kwestii mojej porannej pielęgnacji. Mam nadzieję, że tym postem pomogę komuś zwrócić uwagę na istotne elementy w pielęgnacji naprawdę tłustej cery. Post ten powstał też z powodów egoistycznych, po prostu chcę tę pielęgnację zapamiętać, bo z pewnością do niej wrócę. Na obecną chwilę, gdy jestem już po laserowej depilacji twarzy postanowiłam do pielęgnacji wprowadzić retinoidy, które na swoją kolej czekały grubo ponad rok i ich okres przydatności do użycia nie pozwala zostawić mi ich na przyszły jesienno-zimowy sezon. Dlatego z początkiem kwietnia nastał w mojej pielęgnacji czas z Locacid 500.
całuję
Kosodrzewina79