sobota, 27 lutego 2016

Laserowa depilacja twarzy - wizyta druga i trzecia (cz.III)

Witajcie,
w styczniowych postach opisywałam Wam moje doświadczenia  z laserową depilacją twarzy:

Moja przyjaciółka ... pęseta, czyli o laserowej depilacji twarzy (wprowadzenie)
Laserowa depilacja twarzy - wizyta zerowa i pierwsza (cz.II)

Dzisiaj opowiem o moich wrażeniach po drugim i trzecim zabiegu.

Wizyta druga
Miała ona miejsce blisko 6 tygodni po pierwszym zabiegu. Zachwycona pierwszymi efektami postanowiłam poszerzyć zakres zabiegu o górną wargę. Koszt zabiegu wzrósł ze 150 na 200zł.

Zabieg depilacji brody i podgardla nie bolał mnie prawie wcale, natomiast górna warga bardzo. Zalałam się łzami, ale dzielnie dotrwałam do końca. Wygląd skóry po zabiegu zupełnie nie przypominał tego z czym zmagałam się po pierwszej wizycie. Rany wygoiły się w ciągu dwóch dni.


Podczas tej wizyty zostałam uprzedzona, że drugi zabieg jest trudny, bo wydaje się, że zamiast progresu jest regres. Tak też było i u mnie.

Wizyta trzecia
Pani przeprowadzająca zabiegi, zauważyła, że regres w kuracji źle zniosłam psychicznie. Ale cieszę się, że zostałam o tym uprzedzona. Wiedziałam, że ten etap po prostu trzeba przetrwać.
Trzeci zabieg był dla mnie najbardziej bolesny. Mam też wrażenie, że Pani wykonująca go przyłożyła się do niego najbardziej, trwał też najdłużej.

regres
regres

Twarz 2 dni po zabiegu.


Czekają mnie jeszcze kolejne zabiegi. Ale już dzisiaj wiem, że były to najlepiej wydane pieniądze w moim życiu. Żałuję jedynie, że tak późno. Po prostu nie wiem co ja sobie myślałam, na co ja czekałam?
całuję
kosodrzewina79

środa, 24 lutego 2016

Henna w darze...

Po moim ostatnim poście o hennie - KLIK odezwała się do mnie Anula z zapytaniem, czy chciałabym przygarnąć trochę używanej henny, bo Ania po 7 latach stosowania chciałaby trochę od niej odpocząć.
A jeżeli śledzicie mojego bloga od dłuższego czasu, to wiecie, że uwielbiam różne mieszanki henny, że ciągle poszukuję idealnego koloru.
Dzięki Anuli, będzie mieszania, a mieszania...


W paczce pojawiły się jeszcze inne cuda. Zresztą zobaczcie same...
Aniu, jeszcze raz bardzo Ci dziękuję.
całuję
kosodrzewina79

wtorek, 23 lutego 2016

100% Pure, Krem/balsam do ciała - granat - MÓJ HIT!

Zawsze myślałam, że lubię jedynie delikatne, subtelne zapachy w kosmetykach do ciała. Rok 2015 wszystko co wiedziałam o sobie poprzewracał do góry nogami.
Niedawno wspominałam Wam o moim ukochanym balsamie Nubian o cudownym zapachu mango. A teraz zapraszam w podróż z marką 100% Pure w świat intensywnych i słodkich nut granatu.


Skład:
Aloe Juice, Rose Hydrosol, Cocoa Butter, Avocado Butter, Grapeseed Seed Oil, Rosehip Seed Oil, Candelilla Wax, Blackcurrant Oil, Vitamin E, Vitamin C, Pomegranate Seed Oil, Pomegranate Flavor, Organic Green Coffee, Organic Wild Cherry, Pomegranate, Organic Raspberry, Blackberry and Organic White Tea, Citric Acid, Witch Hazel, Japanese Honeysuckle, Rosemary, Oregano, Thyme and Goldenseal, Grain Alcohol, Acai Berry, Resveratrol, Organic Green Tea, Mangosteen, Goji Berry, Maqui Berry, Elderberry and Muscadine 

  •  Długo wzbraniałam się przed zakupem tego balsamu. Odstraszała mnie cena, no i nie mogłam zdecydować się na jedną konkretną wersję. Ostatecznie mój wybór padł na granat, przekonały mnie jego silnie regenerujące właściwości.
  • Zerknijcie proszę na skład: sok z aloesu, hydrolat różany, masło kakaowe, masło avocado, olej z pestek winogron, olej z dzikiej róży, wosk z meksykańskiego krzewu Euphorbia cerifera, olej z czarnej porzeczki, witamina E, witamina C, olej z granatu, granat, zielona kawa, dzikie wiśnie, granat, maliny, jeżyny, biała herbata, oczar, wiciokrzew indyjski, rozmaryn, oregano, tymianek, gorznik kanadyjski, jagody acai, czerwone wino, zielona herbata, mangosteen, jagody goji, jagody maqui, dziki bez i winorośl okrągłolistna - czyż to nie szaleństwo?
  • Obok cudownego składu drugim bardzo istotnym elementem tego balsamu jest jego niepowtarzalny zapach, który zdecydowanie można zaliczyć do zapachów intensywnych. Jest to słodka woń granatu połączona z nutą kwaśnej porzeczki, wiśni, maliny i jeżyny. Myślę, że dodatek ziół - rozmarynu, oregano i tymianku sprawia, że zapach choć słodki, to jednak nie jest ani męczący, ani drażniący, co niestety bardzo często zdarza się przy słodkich, mdlących nutach.
  • Przez wiele lat na skutek męczącej mnie alergii na roztocza kurzu wszystko musiało być u mnie wręcz jałowe, bez zapachu. Teraz, gdy nauczyłam się opanowywać alergię, chcę znów czuć zapachy.
  • Balsam zachwycił mnie swoją konsystencją - krucha, lekka, piankowo-smietankowa formuła, która cudownie rozprowadza się po ciele. Balsam doskonale nawilża, zauważyłam też znaczną poprawę w uelastycznieniu i jędrności skóry. 
  • Balsam stosowałam wieczorem, ale również i rano, bo po jego użyciu na skórze nie ma tłustej i nieprzyjemnej warstwy, a zapach zostaje się delikatny i subtelny. Bardzo dobry debiut tego produktu sprawił, że chciałam więcej... zdecydowałam się na wersje z kokosem i mangostanem. Marzy mi się jeszcze czerwony grejfrut.
 Lubicie takie słodkie balsamy?
całuję
                                                                             kosodrzewina79 
 

sobota, 20 lutego 2016

Brawa dla LillaMai!

W TYM poście pokazywałam Wam moje styczniowe nowości. Wśród nich znalazł się krem pod oczy z kofeiną marki LillaMai. Krem kupiłam z wielkiej ciekawości do LillaMai, ale również chciałam porównać jego działanie z moim wielkim ulubieńcem, też kofeinowym kremem marki 100% Pure.

Już przy pierwszym użyciu kremu byłam bardzo zaskoczona, bo z opakowania nie wydobywał się krem, ale żywy olej. Byłam w lekkim szoku, ale olej pięknie pachniał granatem, dlatego stosowałam go podczas nocnej pielęgnacji. Po tygodniu obok oleju z opakowania zaczęły wydobywać się również smużki kremu, a później już sam zważony krem.
Odnalazłam profil LillaMai na Facebooku i postanowiłam napisać jak się rzeczy mają w moim kremem. Pojawiły się oczywiste przy reklamacji pytania; o okres przydatności kremu, o termin jego zakupu, o to czy oczekuję nowego kremu, czy może zwrotu pieniędzy. Oczywiście wybrałam krem, bo to małe potknięcie absolutnie nie zniechęciło mnie do tej polskiej marki. Zostałam poproszona również o odesłanie kremu na podany adres, na koszt adresata. Uczyniłam to we wtorek. A już w piątek odebrałam przesyłkę z następującą zawartością:


Muszę wspomnieć jeszcze o czymś bardzo istotnym. Do LillaMai pisałam z prywatnego konta, nie wspominałam o tym, że prowadzę bloga, po prostu byłam zwykłym anonimowym Kowalskim, a LillaMai pokazało klasę, i załatwiło reklamację iście po królewsku. Dlatego wielkie BRAWA! Tylko takich reklamacji sobie i Wam dziewczyny życzę.
całuję
kosodrzewina79

IPL - zabieg zamykania dużego naczynka na twarzy

Witajcie,
w dwóch styczniowych postach (TU i TU) pisałam Wam o rozpoczęciu przeze mnie serii zabiegów laserowej depilacji twarzy.
Już po pierwszym zabiegu właścicielka salonu zaproponował mi bezpłatne testowanie sprzętu IPL, który służy głownie do zamykania naczynek i spłycania blizn. Pani zamierzała kupić do salonu nowy sprzęt, ale wcześniej chciała poznać jego realne działanie (dzięki temu przez dwa miesiące klientki miały szansę na bezpłatne zabiegi).


Moje naczynko?
Urodziłam się z nim. Ma ono ok. 3cm i znajduje się po lewej stronie twarzy, między nosem a ustami. Miejsce jego usadowienia jest kłopotliwe - intensywna barwa sprawia, że trudno je ukryć.
Osobiście nigdy nie miałam z nim problemów, ale mieli INNI. Często słyszałam nawet od obcych ludzi słowa typu: "leci Pani krew z nosa" czy "Pani ciągle taka zasmarkana".


Zabiegi miały miały miejsce w październiku i listopadzie 2015r. Według informacji, którą otrzymałam od Pani przeprowadzającej zabieg jego efekty nie są widoczne od razu, po prostu trzeba na nie poczekać. Właśnie mija 3 miesiące od drugiego zabiegu.

A efekty?


Jeżeli są, to myślę, ze minimalne.
Cieszę się, że bezpłatnie mogłam poznać siłę działania urządzenia IPL, ale efekty są słabe. Może moje naczynko jest tak duże, że potrzebuję większej serii zabiegów? Nie mam pojęcia. Jak pisałam wcześniej to naczynko wcale mi nie przeszkadza, ale też zdaję sobie sprawę, że nie dodaje mi też urody. Myślę, że moim kolejnym krokiem będzie udanie się do dobrego dermatologa, a później onkologa.

Może mi coś doradzicie?
całuję
kosodrzewina79



piątek, 19 lutego 2016

Wygrana + zakupy Kuca Magicne Trave (Dom Cudownej Melisy)

Witajcie,
dzisiaj pochwalę się wygraną w konkursie u Anuli. Ba, i to w konkursie kulinarnym. A, muszę się Wam przyznać, że kuchnia nie jest miejscem, w którym lubię spędzać dużo czasu. Stanowi to nawet trochę mój kompleks, bo przy mojej Mamie - gospodyni całą gębą, to ja wypadam raczej blado. 
Dlatego tak się cieszę, że moje proste melisowe naleśniki przypadły jury do gustu :)


Nagrodą był krem do rąk marki Dom Cudownej Melisy i 20% rabatu na zakupy, z którego skorzystałam, bo krem bardzo mi się spodobał, a i melisę szczerze uwielbiam.


Zdecydowałam się na tonik melisowy, odżywkę, szampon w kostce do włosów przetłuszczających się i trzy mydełka. Bardzo się cieszę z tych zakupów, ale jednak mam mały niesmak.
Wiem, że po rabacie zapłaciłam za odżywkę nie 40 a 32zł, ale wysyłanie klientowi produktu z okresem ważności 04.16 uważam jednak trochę za... nieeleganckie.
całuję
kosodrzewina79

środa, 17 lutego 2016

Moje ulubione mydła 2015r. - 100% Pure, Uoga Uoga i Cosmetic Garden + "Złote Jabłko" dla Anuli :)

Kostki mydeł bezczelnie zdominowały moje oczyszczanie ciała w 2015r. Już zupełnie nie czuję potrzeby używania żeli i mydeł w płynie. Kostki górą!
W dzisiejszym poście chciałabym Wam opowiedzieć o moich trzech ulubionych kostkach 2015r. Nie potrafię wybrać najlepszej, ulubionej, dlatego przedstawię je w takiej kolejności, w jakiej ich używałam.


  • 100%  Pure, Mydło Mango - jak to mydło pięknie pachniało!!!, tworzyło jedwabistą pianę, cudownie nawilżało i ma skład, który na naprawdę powala na kolana. O mydle powstała oddzielna recenzja. Te same nuty zapachowe, tylko jeszcze bardziej intensywne odnalazłam w lotionie Nubian.

  • Uoga Uoga, Mydło z bazylią -  to litewskie mydełko, to chyba jakaś wersja limitowana, bo od dłuższego czasu nie widzę jej w sprzedaży. Bazylię uwielbiam, to moja ulubiona kuchenna przyprawa. Mydło pachniało nią delikatnie, cudownie się pieniło i bardzo dobrze myło. Szczególnie przypadł mi do gustu jego kształt - płaski kwadrat. Rok 2016 rozpoczęłam właśnie od mydeł Uoga Uoga i muszę Wam powiedzieć, że każda jedna kostka, to prawdziwa klasa. Dla cer tłustych polecam szczególnie to z jagodami jałowca i węglem.

  •  Cosmetic Garden, Mydło Kastylijskie Cytrusowe - to delikatne mydło sprawiło, że wszystkie inne kostki, które w tym czasie miałam w łazience poszły w kompletną odstawkę. Mydło to również utwierdziło mnie w przekonaniu, że mogę stosować mydło do mycia twarzy. W czasie, gdy zaczęłam depilację laserową twarzy i nie mogłam sięgać po kwasy, retinoidy, to moja moja skóra dała mi trochę popalić. I to właśnie wtedy tak dobitnie do mnie dotarło, jak bardzo ważne jest dokładne oczyszczanie cery. Żaden płyn nie potrafił zrobić tego dokładniej niż to pachnące delikatnie grapefruitem mydło. 
Z żadnym z tych mydeł nie miałam problemu pod względem konsystencji. Wszystkie kostki do samego końca zachowywały swój kształt, nie było problemów z paćkaniem i rozpływaniem się ich w mydelniczce. Uwielbiam te mydła, i z pewnością jeszcze o tych markach u mnie przeczytacie.

A jakie są Wasze ulubione kostki?
całuję
kosodrzewina79

PS Na blogu Twoje Żródło Urody przeczytałam o rankingu "Złote Jabłko"dla najlepszych blogerów urodowych. W kategorii blogowy odkrywca nominowana została nasza Anula
Dziewczyny! Musimy głosować! - TUTAJ

poniedziałek, 15 lutego 2016

Couleur Caramel, Cień do powiek Plum Brown 044 (Eye shadow)

Witajcie,
w  dzisiejszym poście opowiem o moich pierwszych odczuciach związanych z Couleur Caramel. Francuską markę Coulrur Caramel pierwszy raz zobaczyłam jako nowość w sklepie Plants for Beauty. A, że mój ukochany cień z paletki Lily Lolo dobijał denka, to postanowiłam znaleźć jego godnego następcę. Postawiłam na perłowy cień o numerze 044 w kolorze Plum Brown.

Opisywanie cieni i robienie im dobrych zdjęć to wielka sztuka. Sama wielokrotnie przeklinałam w duchu, dziewczyny, które pokazywały cienie, czy szminki. Po zakupie, okazywało się, że kolor jest zupełnie inny, niż opisywał i pokazywała go blogerka. Ale o co mi chodzi? Sklep zyskał na sprzedaży, blogerka wywiązał się ze współpracy, tylko ja zmarnowałam pieniądze, bo zamiast różowej dostałem pomarańczową szminkę. Ale kogo to obchodzi?
Dlatego obiecałam sobie, że jeżeli odważę się na pisanie o szminkach, cieniach, to będę podchodziła do tematu uczciwie i będę starała się robić jak najwięcej zdjęć w różnych warunkach oświetleniowych. Dlatego przygotujcie się na zdjęciowy potok :)


Po pierwsze z pewnością nie jest to cień perłowy, to matowy cień z drobinkami. Ja lubię cienie satynowe, satynowo-perłowe o wilgotnej konsystencji. Ten cień niestety, nie tylko nie jest perłowy, ale również nie jest przyjemnie wilgotny. To bardzo suchy, a przez to mocno osypujący się cień. 
Następne zdjęcia pokazują jak zachowuje się cień na bazie Lily Lolo:

osypywanie cienia

Już kilka chwil od nałożenia mam wrażenie, że znika z powiek cały brąz cienia, a pozostaje jedynie słaba szarość. 


Cień nałożony na powiekę palcem ma trochę lepszą pigmentację.


Podsumowując, jestem cieniem rozczarowana.
  • Począwszy od wykończenia cienia, która wbrew sklepowemu opisowi wcale nie jest perłowe, ale jest to mat z drobinkami, które po roztarciu na powiece dają wrażenie delikatnej satyny, 
  • cień mocno się osypuje, i to zarówno pigment, jak i srebrne drobinki,
  • cień na powiece nie odpowiada kolorowi z opakowaniu, cień bardzo szybko traci swój wyjściowy kolor i staje się zwykłym szaraczkiem, przy wklepaniu go w powiekę palcem kolor jest intensywniejszy, to kolor zimnej stali,
  • przy mojej jasnej skórze i niebieskich oczach w tym cieniu wyglądam jakbym była chora, cień niestety zamiast intrygującej brązo-śliwki okazał się szarą, brudną plamą,
  • cienie Couleur Caramel mają ładne ekologiczne opakowania, z których cień może być bez problemu wyjęty i przełożony do paletki magnetycznej - ta z Inglota pasuje idealnie,
  • tak jak pisałam wcześniej, cień miał zastąpić mojego ulubieńca z paletki Laid Bare Eye Lily Lolo, ale niestety nawet nie ma czego porównywać, ponieważ ani kolor, ani wykończenie cienia nie spełniło mich oczekiwań,
  • Renia z bloga Szminką po lustrze w jednym ze swoich postów wspominała o sklepie Couleur Caramel i fachowych konsultacjach, online, może warto spróbować, może Couleur Caramel ma cienie o wykończeniu, które mi odpowiada, może kiedyś będę miała szansę się o tym przekonać, oj dużo tego może...
  • z Couleur Caramel kupiłam jeszcze szminki i tusz, tusz jeszcze czeka na swoją kolej, ale szminki lubię i używam codziennie, niedługo pokażę Wam moje kolory.
Jakie są Wasze doświadczenia z marką Couleur Caramel?
całuję
kosodrzewina79