poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Czy to pech? Przestrzegam! (Nubian Heritage)

Ostatnio za sprawą licznych zakupów mam dziwne przeświadczenie, że albo mam pecha, albo próby oszukania klienta są na porządku dziennym.
Ostatnio zrobiłam spore zakupy w sklepie Arabian Night. Czytałam wiele pochlebnych recenzji o kosmetykach marki Nubian. Chciałam ich spróbować, zbliżają się też imieniny mojej siostry - myślałam, że spróbuje czegoś nowego. Ale jednak - Nie.

Nubian - mydło, Dudu - mydło
Dudu - balsam, Nubian - balsam
 Jedynie na dwóch produktach jest data ważności kosmetyku. I jak widzicie, oba są przeterminowane. Myślę, że pozostałe pewnie też.

Napisałam do sklepu, i odpowiedź mnie powaliła. Jeżeli nie używałam tych kosmetyków, to mogę je odesłać. I co sklep z nimi zrobi? One nadają się jedynie do wyrzucenia do kosza, a nie do odsyłania do sklepu.
Ja swoje balsamy oczywiście odeślę, boją się ich wcierać w swoje ciało.
Ot, taki post ku przestrodze.
Ale powiem Wam, że na dzień dzisiejszy mam dość zakupów.
całuję
kosodrzewina79

piątek, 28 sierpnia 2015

Zapach Ciszy - po prostu dobre MYDŁO

Dzisiejszym postem chciałabym Was wprowadzić 
w świat Zapachu Ciszy. 
A wierzcie mi, jest to świat pełen uroku.


Dwie niepozorne kostki, a tak mnie zauroczyły.

  • Po pierwsze skład! Prosty i naturalny. Głównie to oliwa z oliwek, olej kokosowy, olej rzepakowy, ale również masło Shea, olej makadamia i olej rycynowy.  
  • W mydłach nie ma żadnych sztucznych substancji. Wyjątkowe dodatki takie jak: czarna glinka, korund szlachetny, kwiaty rumianu i lawendy sprawiają, że każde mydło jest niepowtarzalne.
Skład mydła migdałowego:
oliwa z oliwek, woda, olej kokosowy, olej rzepakowy, wodorotlenek sodu/soda kaustyczna - zmydla oleje, tak naprawdę nie ma go w gotowym do użytku produkcie, olej ze słodkich migdałów

Skład mydła z czarną glinką:
oliwa z oliwek, woda, olej rzepakowy, olej kokosowy, wodorotlenek sodu/soda kaustyczna - zmydla oleje, tak naprawdę nie ma go w gotowym do użytku produkcie, masło Shea, czarna glinka

Skład mydła rumiankowego:
woda, olej palmowy, olej kokosowy, oliwa z oliwek, olej rzepakowy, wodorotlenek sodu/soda kaustyczna - zmydla oleje, tak naprawdę nie ma go w gotowym do użytku produkcie, masło Shea, olej rzepakowy, kwiat rumianku

Skład mydła lawendowego:
oliwa z oliwek woda, olej rzepakowy, wodorotlenek sodu/soda kaustyczna - zmydla oleje, tak naprawdę nie ma go w gotowym do użytku produkcie, masło Shea, olej makadamia, olejek lawendowy, kwiat lawendy

Skład masła z korundem:
oliwa z oliwek, olej rzepakowy, woda, olej kokosowy, korund szlachetny, wodorotlenek sodu/soda kaustyczna - zmydla oleje, tak naprawdę nie ma go w gotowym do użytku produkcie, masło Shea, olej rycynowy

  • Zapach Ciszy to naturalne polskie mydła. Już kilka miesięcy temu pokazywałam Wam je w moich poście z nowościami kosmetycznymi. Oba mydełka przyjemnie pachniały oliwą z oliwek. Dobrze się pieniły i do samego końca pozostały twarde (nie lubię jak w mydelniczce zamiast mydła mam mydlaną breję). Mydłami z powodzeniem myłam całe ciało, czasami również twarz. Moja tłusta cera bardzo zadowolona była z wersji z czarną glinką. Mydła nie wysuszały skóry, a naprawdę przyjemnie ją pielęgnowały.
  • Mydła ważą 70g i kosztują kilka złotych. Zazwyczaj spotykałam je jedynie w Eco Drogerii, ale teraz widzę, że Zapach Ciszy powiększa asortyment i zakłada swój autonomiczny sklep. Życzę powodzenia!
  • Szukając informacji o Zapachu Ciszy, zobaczcie co znalazłam:
"Zapach Ciszy to firma stosunkowo młoda. Nie znaczy to jednak, że cele jakie przyświecają naszej działalności to dążenie do nowoczesności i sukcesu za wszelką cenę. Stawiamy na tradycyjne rozwiązania i naturalne metody, sprawdzające się od wielu pokoleń, które potrafiły żyć w zgodzie z rytmem przyrody. Chcemy właśnie w taki sposób tworzyć nasze produkty, wkładając w proces ich powstawania wszystko co najlepsze: pasję, serce, troskliwość, spokój i ciszę. Zapach Ciszy…
Każda kostka mydła wykonana przez nas ręcznie, zapakowana i dostarczona do naszych Klientów, ma w sobie oprócz doskonałych właściwości prozdrowotnych, także dodatek dobrych uczuć i emocji, które towarzyszą nam przy ich wyrabianiu.

Zapach Ciszy to produkty naturalne, tworzone z pasją wyłącznie z naturalnych komponentów, takich jak naturalne oleje kosmetyczne, organiczne ekstrakty z roślin. Ręcznie wyrabiane naturalne produkty nie zawierają substancji zapachowych, syntetycznych barwników, utwardzaczy, SLS, SLES, substancji pianotwórczych i sztucznych spieniaczy, agresywnych surfaktantów, niepotrzebnych dodatków. Wytwarzane są zgodnie z tradycyjną recepturą i zasadami wyrabiania mydeł w manufakturze na bazie wysokogatunkowych olejów i maseł oraz wyłącznie naturalnych składników". (źródło)

źródło
źródło
źródło
źródło
źródło
źródło
źródło
źródło
źródło
źródło
źródło
Na Facebooku znalazłam cudowną promocję. Za 40zł (już z przesyłką) stałam się posiadaczką wszystkich mydełek spod strzechy Zapach Ciszy. Był to jeden z moich najlepszych zakupów tego lata. 


Mydło bez banderoli to nowość - mydło z zieloną glinką i spiruliną.
Tyle dobroci. Teraz z największą przyjemnością biorę się za mydełko lawendowe. Mam nadzieję, że będę z niego równie zadowolona, jak z tych, które już stosowałam wcześniej. 

Jestem ciekawa, czy Zapach Ciszy gościł już w Waszych domach?
całuję
kosodrzewina79

środa, 26 sierpnia 2015

A po burzy... (o moich ostatnich zakupach)

Witajcie,
ostatnio za sprawą postu Anuli o współpracach było trochę burzowo. Ale przecież wiemy, że po burzy wychodzi słońce. Dlatego dzisiaj u mnie będzie bardziej pozytywnie, choć nie od razu.

Swoje zakupy kosmetyczne robię głównie w sklepach internetowych. Kiedyś długo byłam wierna Setare (sklep jednej z blogerek), później przerzuciłam się na  Eco Drogerię Cosmeceuticum (wciąż nie mogę przeboleć, że właściciele zmienili nazwę - ciągle jeszcze pamiętam poprzednią - Ukryte w Słowach - czyż nie było bardziej intrygująco?).

Ale do rzeczy.
Takie posty jak ten u Kasiorry powstrzymują mnie przed podbojem "nieznanych lądów". Jednak ostatnich tygodniach zrobiłam zakupy głównie w "nowych" sklepach.

Jaki efekt?
Jestem posiadaczką mydła Beldi z Planety Organici - jest ono bardzo wydajne i nie wiem czy zdążę prze upływem okresu ważności. Po poście o glinkach zatęskniłam za kosmetykami Luvos, złożyłam zamówienie, dzisiaj przyszła paczka i...to samo co z mydłem, czyli od jutra zaczynam używanie. Oba produkty nie były objęte żadną wyprzedażą, ani przeceną ze względy na krótki okres przydatności. Takie zachowanie sprzedawców oceniam jako niepoważne i naganne.
Bardzo zdenerwowałam się jeszcze w jednej sytuacji. W jednym ze sklepów kupiłam kilka rzeczy, i między innymi był tam peeling do ciała. Po odkręceniu wieczka byłam zaskoczona, że tak lejącego produktu producent nie zabezpieczył wewnętrzną folię lub dodatkowym plastikowym wieczkiem. Oniemiałam jednak, gdy podczas stosowania peelingu w środku znalazłam duży fragment zabezpieczającej (wewnętrznej) folii. Napisałam do sklepu, który odpisał mi, że te peelingi nie mają zabezpieczeń. Napisałam do dwóch innych sklepów, które również w asortymencie miały te peelingi, i u nich były wewnętrzne zabezpieczenia.
Czego żałuję? Że nie robiłam zdjęć. Teraz to jest słowo przeciwko słowu.

A na koniec jeszcze jeden przypadek.
Zupełnie nowy sklep. Zrobiłam zakupy - dwa kremy BB + konturówka + szminka. Przychodzi zamówienie, i co widzę:

Kremy ok. Ale nie zgadza się kolor kredki do ust (bo zamawiałam 02) i pomadka jest ... no zobaczcie same.


Może to wina upałów, ale takie wcięcie w pomadce nie zrobiło się samo. Szybko zrobiłam zdjęcia i wysłałam do sklep. Na drugi dzień rano był telefon. Sklep wysłał mi kredkę do ust w kolorze który zamówiłam oraz otrzymałam nową szminkę.


Nie zawsze wygramy ze sklepem, ale musimy walczyć o swoje prawa. Do sklepów, których zakupione produkty Wam opisywałam już nie wrócę, a do Matique z pewnością tak, bo zostałam tam potraktowana poważnie, a nie jak wcześniej jako oszusta i naciągaczka.

Jestem ciekawa jakie wpadki sklepów najbardziej Was irytują?
całuję
kosodrzewina79

niedziela, 23 sierpnia 2015

Niedziela dla włosów ze 100% PURE

Witajcie,
zapraszam Was drugą już w moim wydaniu niedzielę dla włosów. W tym poście zobaczycie jak na moich włosach spisują się naturalne kosmetyki amerykańskiej marki 100% PURE.


Czego użyłam?
  • 100% Pure, Szampon Dbający o Skórę Głowy - Łopian i Neem - cudownie ziołowy szampon, który łączy w sobie moje dwa ulubione ekstrakty - łopianowy i neem, ale jest tam również róża, zielona herbata, rozmaryn, nagietek, mięta, oregano, tymianek, eukaliptus, drzewo herbaciane oraz witaminy E i B5. Mój przetłuszczający się skalp, bardzo polubił się z tym szamponem, który nie jest tani, ale podeszłam do tematu ostrożnie i zaczęłam od zakupu próbek, które spokojnie wystarczyły mi na 4 użycia, a po tylu myciach to już wiemy, czy produkt nam służy, czy nie.
Jest to produkt bardzo wydajny - zaskoczył mnie tym jak dobrze się pieni i pięknie pachnie ziołami. Szampon dobieram zawsze do skóry głowy i w tym przypadku z mojego wyboru jestem bardzo zadowolona. Dlaczego? Bo produkt spowodował coś, do czego zawsze dążę, a mianowicie ograniczenie wydzielania sebum. Włosy muszę myć co dwa dni, z szamponem 100% Pure zyskałam jeszcze cały jeden dzień. W przypadku moich cienkich włosów, to bardzo dużo.

  • 100% PURE, Odżywka do Skóry Głowy - Łopian i Neem - podobnie jak szampon, odżywka  ma również cudowny skład: aloes, róża, avocado, len, kokos, neem, łopian, kelp, pomarańcza, mięta, nagietek, oregano, tymianek, rozmaryn, lawenda oraz witaminy E i B5. 
Nakładałam ją zarówno na włosy, jak i na skalp, chciałam, aby te wszystkie ekstrakty mogły zadziałać na skórze głowy. Efekty na tyle mnie oczarowały, że myślę o zakupie pełnowymiarowego opakowania.

Odrobinę tej obłędnie pachnącej odżywki wgniotłam w delikatnie osuszone i rozczesane włosy.

A oto efekty:




Działanie tych produktów przerosło moje oczekiwania. Skalp jest wyciszony i dobrze oczyszczony. Zachwycona jestem również włosami na ich długości - są miękkie, błyszczące i przed wszystkim bardzo lekkie. Według mnie nie sztuką jest to, że włosy są ładne 3 godziny po myciu, ale chciałabym aby ich wygląd był równie dobry następnego dnia. A u mnie niestety, zbyt obciążające produkty powodują wielki przyklap oraz dosłownie trzy smutnie zwisające strąki. Po produktach 100% PURE moje włosy drugiego, dnia były w idealnym stanie - puszyste, sypkie, pachnące i świeże. Przeczesałam je delikatnie palcami i mogłam nadal nosić rozpuszczone.


Mój ostatni tydzień z kosmetykami 100% Pure mogę uznać za bardzo udany. Jestem pewna, że jeszcze się spotkamy. A Wam to zaprezentowane przez mnie trio polecam, ale radzę - zacznijcie od próbek, bo np. dla moich cienkich i przetłuszczających się włosów regenerujący szampon z miodem i kokosem - okazał się zbyt bogaty.

Jestem ciekawa, czy znacie markę 100% PURE?
całuję
kosodrzewina79

sobota, 22 sierpnia 2015

Ruszyłam dupsko - o małych zmianach w życiu + letnia pielęgnacja ciała

Dwa tygodnie temu w tym poście pisałam Wam o moich zawirowaniach zawodowych. Był to dla mnie bardzo toksyczny i trudny czas. Ukojeniem dla mojej wykończonej psychiki miał być ruch. Pożyczony od siostry, stacjonarny rower nie zdał się na zbyt wiele. Bardzo brakowało mi długich spacerów z Ernestem.
Wiedziałam, że te wszystkie głośne kluby sportowe, to nie dla mnie. Miałam wątpliwą przyjemność przez rok być członkiem klubu PURE (JATOMI) i źle wspominam tłumy, głośną muzykę, ale chyba najgorzej oceniam tam pracę trenerów, którzy według regulaminu mięli opiekować się klientami, pomagać im w treningach.
A ja podczas mojego ponad rocznego członkostwa tylko raz usłyszałam jak ćwiczyć, aby efekty były lepsze. Natomiast wielokrotnie otrzymałam propozycję, że dany trener może zostać moim trenerem personalnym za 700zł/msc (w tej cenie był jeden trening w tygodniu, oczywiście pod okiem wykwalifikowanego specjalisty). Dlatego nie chciałam tam wrócić, szukałam czegoś bardziej kameralnego, wyciszającego.
I tak trafiłam na Pilates. O którym tak naprawdę wiedziałam bardzo niewiele. Ale tak często bywa w życiu, że przez przypadek odkrywamy coś ciekawego. I tak też się stało ze mną.
Poszłam na - tzw. "springboard" - zajęcia ze sprężynami i ... przepadłam. Instruktorka podchodzi i na bieżąco koryguje postawę podczas ćwiczeń. Jest kameralna i przyjemna atmosfera. Oczywiście w grupie jestem najsłabsza, niektórych ćwiczeń, to jeszcze długo nie zrobię. Ale po takich zajęciach mam w sobie tyle siły, że mogę góry przenosić. Olbrzymie zmiany zauważyłam też w wyglądzie ud i bioder. A oto moje łoże tortur:

Po tym tak trudnym dla mnie roku, wiedziałam, że jeżeli nie zrobię czegoś tylko dla siebie, to oszaleję. Ze względu na duże problemy ze stawami kolanowymi, nie dla mnie jest bieg, długi wyprawy rowerowe, po prostu muszę oszczędzać stawy. Ale wymyśliłam sobie aqua aerobic. I tak przez cały lipiec i sierpień 4 razy w tygodniu brałam udział w wodnych zajęciach, po których zostaję zostaję jeszcze i urządzam sobie wodne biegi. A Pilates? Na niego chodzę dwa razy w tygodniu, ale rano. I powiem Wam jedno, jest to mój najlepszy urlop/wakacje w życiu. Dawno nie zrobiłam dla siebie tyle dobrego. Czasami trzeba być rozsądnym egoistą.

Tak znacząca (jak na mnie) zmiana trybu życia sprawiła, że dokładnie przyjrzałam się swemu ciału. Przebywanie ok. 6 godzin tygodniowo w chlorowanej wodzie bardzo wysuszało moją skórę, a do tego te paskudne podrażnienia po goleniu.

Pokażę Wam teraz kosmetyki, za pomocą których dbałam o swoje ciało.Większość z nich to już denka, ale postanowiłam jeszcze umieścić je na zdjęciach. Są wśród nich naprawdę prawdziwe perły. Ale o tym to już w innych postach.

Wszystkie prezentowane poniżej kosmetyki (poza Weledą, którą dostałam od siostry na urodziny) to produkty zakupione za moje własne, ciężko zarobione pieniądze.
Dlaczego o tym wspominam?
Na basenie poznałam dziewczynę, która rozdawała nam ulotki do swojego kosmetycznego sklepu internetowego. Któregoś dnia zaczęłyśmy rozmawiać o jej pracy. Później temat zszedł na blogi (ja oczywiście nie przyznałam się, że takowy prowadzę), dziewczyna powiedziała, że dziennie dostaje ok. 10-20 wiadomości z propozycjami współpracy od blogerek. Mocno utkwiły mi w pamięci jej słowa, że blogerki kosmetyczne, to "największe idiotki Internetu, bo za przeterminowaną maskarę i żel pod prysznic napiszą wszystko, co ona zechce".
Bez komentarza.
  • Weleda - Cytrynowy żel pod prysznic (prezent od siostry)- odświeżający zapach i cudownie kremowa konsystencja.
  • Planeta Organica - Mydło Beldi - po jego zakupie byłam zła. Ucieszyła się, że znalazłam je trochę taniej niż w innych sklepach, ale później okazało się, że niestety jest w tym haczyk - krótki termin przydatności. Miałam trochę lepsze zdanie o tym sklepie.
  • Kastylijskie mydło w płynie (TK Maxx) - bardzo je polubiłam.
  • Natura Siberica - Ujędrniający żel pod prysznic - bardzo przyjemny, kremowy żel w wygodnym opakowaniu z pompką. 
  • Baby Dream - Kremowy żel dla mam (Rossmann) - od kilku lat te produkty goszczą w mojej łazience.
  • Pat&Rub - Balsam ujędrniający biust - gdy stosowałam go sporadycznie (kilka razy w miesiącu)  i dziwiłam się, że nie działa, ale gdy zaczęłam stosować go bardzo regularnie, to naprawdę go pokochałam. Cudownie nawilża, wygładza i napina skórę moich piersi. Kupiłam kolejne opakowanie.
  • Phenome - Ujędrniający żel biustu - jeszcze nie mam na jego temat zdania. 
  •  IO Eco - Balsam ogórkowy (Hebe) - kupiłam go na wielkiej wyprzedaży w hebe za kilka złotych, a stał się moim wielkim letnim ulubieńcem. Świeży ogórkowy zapach i błyskawiczne wchłanianie - letni ideał. 
  • Macrovita - Profilujący żel do ciała z bio-figami i bio-jarzębiną (Hebe) - ten balsam też kupiłam w hebe za kilka złotych. Bardzo go lubiłam.
  •  Deep Streep - Lawendowy balsam z olejem arganowym (TK Maxx)- czasami przeszkadza mi jego mocny, lawendowy zapach. 
  • Pat&Rub - Otulający balsam do ciała - miły zapach na jesienno-zimowe miesiące. W lecie też się sprawdza, należy stosować go w minimalnych ilościach.
  • 100% PURE - Organiczny krem do ciała granat - cudowny produkt, prawdziwe bogactwo ekstraktów i olejów. Uwielbiam jego delikatną, musową konsystencję. Mocny nawilżacz.

I to na tyle. 
Bardzo długi post mi wyszedł, ale ostatnio moja pielęgnacja skupia się głownie na ciele.
Może poradzicie mi jakieś dobre balsamy i masła do ciała?
całuję
kosodrzewina79

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Orientana, Bio Henna - Orzech laskowy

Po ponad trzech latach wierności hennie Khadi, no cóż - dokonał się akt zdrady. Buszując w Internecie, zupełnie przez przypadek natknęłam się na hennę z Orientany. Nie wiedziałam, czy zdecydować się na tony ciepłe, czy może chłodne, dlatego kupiłam dwie: karmelowy brąz i orzech laskowy. W dzisiejszym poście zapraszam Was na moje wrażenia po hennie orzech laskowy.

Wymieszaniu 50g henny z ciepłą wodą, tak powstałą miksturę odstawiłam na słoneczny parapet, a sama poszłam myć (2x) włosy - stosowałam rozmarynowy szampon Faith in Nature.

Po ok. pół godziny od przygotowania, jeszcze ciepłą hennę nałożyłam na mokre i rozczesane włosy. Następnie na głowę wcisnęłam trochę przyciasny czepek, w których spędziłam następne 2 godziny, po upływie których dokładnie spłukałam włosy, które wyschły samodzielnie. Oto efekt:



Po 48 godzinach umyłam włosy i zastosowałam odżywki.


Po wyschnięciu włosy wyglądały następująco:


Czy jestem zadowolona?
Bardzo!

Od ostatniego hennowania minęło już ponad 2,5 miesiąca. Mój kolor lubiłam, ale wiedziałam, że jest już trochę wyprany, no i oczywiście miałam duże odrosty.
Henną Orientany włosy zostały ładnie przyciemnione i ochłodzone. Do tego pięknie błyszczą, Nie zauważyłam przesuszenia.
Zauważyłam, że odrost nie ma w sobie rudych tonów, to zdecydowanie neutralny brąz. Moje włosy zyskały elegancji i głębi.
Z henny z pewnością zadowolone będą dziewczyny, którym zależy na ochłodzeniu swojego koloru włosów lub po prostu szukają henny, która daje ładny chłodny brąz.


Kusząc się na porównanie do henny Khadi, to najbliżej jej do koloru jasny brąz. Może mi się wydaje, ale mam wrażenie, że Orientana jest delikatnie jaśniejsza i chłodniejsza.
Zarówno Khadi jak i Orientana mają po 100g i kosztują ok. 30zł.

Jak podoba się efekt, który uzyskałam?
całuję
kosodrzewina79

PS I jeszcze małe porównanie.