sobota, 28 lutego 2015

Savon Au Lait D'Anesse - francuskie mydło ze świeżym oślim mlekiem

Moja ciekawość i chęć poznawania mydeł zaczęła się od niepozornego mydła z mlekiem jaka, które wygrałam na blogu Eweliny - Śliwki Robaczywki. Idąc za mlecznym ciosem postanowiłam skusić się tym razem na mleko ośle.





Mydło w kostce od ponad dwóch lat stanowi stały element mojego "łazienkowego wystroju". Uwielbiam mydła i widzę, że ta miłość rośnie, bo aktualnie na mojej umywalce leżakują aż 3 sztuki.

Powodem napisania tego postu jest stan moich dłoni. Tan, który był katastrofalny - nigdy nie miałam tak twardych i suchych dłoni. Skórki przy paznokciach były grube i poszarpane. Nie mogłam zrzucić winy na zimę, bo jest przecież łagodna, na ogrzewanie, bo nie odkręcam. No to padło na antybiotyki, które przyjmowałam, no ale czas mijał z ręce dalej jak papier ścierny. Ale pewnego dnia mnie olśniło - przez kilka minut prałam w mydle całą stertę pędzli do twarzy i oczu, a później wręcz z rozdziawioną buzią patrzyłam na swoje miejscami aż białe od suchości ręce. Znalazłam winowajcę. Ale, że jestem taka, że muszę być pewna swego zdania, to mydła dostawały jeszcze kolejne szanse. niestety, za każdym razem było to samo. To zdarzenie tylko utwierdziło mnie w przekonaniu jak wielki wpływ na naszą skórą ma to, czym ją myjemy.
Zdradzę Wam tak w sekrecie, że teraz mam mydełko cudowne, tak to określenie pasuje do niego. I nagle skórki są ładne i wszystkie kremy da rąk działają, a wystarczyła taka mała zmiana.

Znacie te mydełka? Może polecicie mi swoje ulubione?
całuję
kosodrzewina79






Planeta Organica, Krem do dłowni i stóp (oliwka, Shea, cedr, rokitnik, kakao)

Każda z nas marzy o dobrze nawilżonych i zadbanych dłoniach i stopach. W poszukiwaniu kremów idealnych sięgnęłam po budzącą moje zaufanie i sympatię serie rosyjskich kosmetyków do dłoni i stóp.
Planeta Organica wypuściła 5 serii:
  1. toskańska oliwka
  2. organiczne masło Shea
  3. organiczny cedr
  4. arktyczny rokitnik
  5. organiczne masło kakaowe

Skład:
Patrząc na składy tej serii, to są to kosmetyki warte uwagi.
W kremach zaraz po wodzie znajduje się tytułowy olej/masło, emulgatory, gliceryna, kolejny olej oraz ekstrakty roślinne, witaminę E oraz proteiny pszenicy.


oliwka
Shea
cedr
rokitnik
kakao
Dłonie
Oliwa z oliwek
Gliceryna
Dzika róża
Rumianku
Witamina E
Proteiny z pszenicy

Masło Shea
Gliceryna
Rumianek
Dzika róża
Witamina E
Proteiny pszenicy

Cedr syberyjski
Gliceryna
Nagietek lekarski
Kalina koralowa
Witamina E
Proteiny pszenicy
Rokitnik arktyczny
Gliceryna
rumianek
Nagietek
Witamina E
Proteiny pszenicy
Masło kakaowe
Gliceryna
Olej jojoba
Echinacea
Witamina E
Proteiny pszenicy
Stopy
Oliwa z oliwek
Gliceryna
Szałwia
Uczep trójlistkowy
Witamina E
Proteiny pszenicy
Masło Shea
gliceryna
Ekstrakt pachtowy
Mięta pieprzowa
Witamina E
Proteiny pszenicy
Cedr syberyjski
Gliceryna
Geranium
Bylica pospolita
Witamina E
Proteiny pszenicy
Rokitnik arktyczny
gliceryna
jałowiec pospolity
Kora dębu
Witamina E
Proteiny pszenicy
Masło kakaowe
Gliceryna
Olej herbaciany
Szałwia
Witamina E
Proteiny pszenicy


W kremach do rąk znajdują się głównie delikatne ekstrakty (rumianek, nagietek) i oleje (jojoba, dzika róża). Natomiast w kremach do stóp producent umieścił ekstrakty i oleje działające oczyszczająco, dezynfekująco i przeciwzapalne (szałwia, mięta, korą dębu, olej herbaciany, ekstrakt pichtowy).


Producent postarał się o ładne opakowania dla całej serii. Każdy olej/masło ma sobie przypisany kolor. Kremy mają też bardzo przyjemne zapachy. Najbardziej bałam się zapachu oliwy - a okazało się, że jest to zapach wiosny.


A jak oceniam te kremy? Nie są to cuda, które sprawią, że masze dłonie będą nagle cudownie nawilżone. Pomimo naprawdę intrygujących składów kremy nie zachwycają. Taką moja perełką w tej całej serii był krem rokitnikowy, który pachniał obłędnie, a przy okazji wykonywał swoje zadanie naprawdę porządnie. Uwielbiałam nakładać go grubą warstwą na stopy i dłonie, a później wsuwałam bawełniane rękawiczki. Rano skóra była miękka jak u bobasa.Kremy kosztują ok. 10zł, można je znaleźć w sklepach sprzedających rosyjskie kosmetyki.

A jaki jest Wasz ulubiony krem do rąk?
całuję
kosodrzewina79

środa, 25 lutego 2015

Planeta Organica, Arktyczny rokitnik - żel, peeling i masło do ciała

Witajcie,
w najbliższych postach chciałabym opowiedzieć Wam trochę o rosyjskiej serii rokitnikowej z Planety Organica.



Nie powstał na moim blogu post z ulubieńcami 2014 roku, ale takie perełki w gąszczu moich kosmetyków udało mi się odnaleźć. Łączy je jedno: dobre składy, cudowne działanie, piękny kolor i zapach. A, i jeszcze jedno - były to jedne z najlepiej wydanych pieniędzy w minionym roku. Chętnych do zapoznania się z kosmetykami na bazie arktycznego rokitnika, serdecznie zapraszam do lektury.

  • Żel pod prysznic - jego dokładną recenzję znajdziecie TUTAJ, dlatego tylko wspomnę, że był to jeden z najlepszych żeli jaki w życiu miałam. Nie jestem fanką wsmarowywania w swoje ciało oliwek, balsamów czy maseł. Po czymś takim czuję się po prostu źle i najchętniej wzięłabym ponownie prysznic, dlatego podczas wyboru płynów/żeli pod prysznic stawiam na skuteczną delikatność. Swoje SleS-owe zbiory systematycznie zastępuję dobrymi mydłami i treściwymi/kremowymi płynami. Moim wielkim ulubieńcem tego roku jest żel arktyczny rokitnik, do którego już wracałam, a wiem, że i tak wrócę jeszcze nie raz. Ma on w swoim składzie zaraz po wodzie olej rokitnikowy (pewnie z 20%), ekstrakty z nagietka i mięty oraz delikatne detergenty.
  • Peeling do ciała - bardzo długo produkty tego typu mogły dla mnie nie istnieć. Z czasem jednak doceniłam ich działanie. Uwielbiam tę gładkość skóry, nawilżenie i przyjemny zapach po dobrym peelingu. Doceniły go szczególnie moje wiecznie suche i znacznie ciemniejsze od reszty ciała łokcie. Peeling oprócz oleju rokitnikowego zawiera również w składzie glicerynę, ekstrakt z oliwy z oliwek, wosk pszczeli, witaminę E oraz proteiny. Peeling pachnie cudownie i ma kremową konsystencję, pozostawia skórą nawilżoną, ale nie tłustą.
  • Masło do ciała -  tak jak Wam pisałam wcześniej przez całe lata nie znosiłam balsamów, maseł. Ale przełom nastąpił, gdy... kupiłam duże lustro na korytarz. Tak ze spokojem, ale krytycznie obejrzałam każdy centymetr swojego ciała. Powiem tylko tyle - grawitacja działa :) Wiem, że nie mam wpływu na upływający czas, ale skóra ładnie nawilżona naprawę wygląda znacznie lepiej niż ta przesuszona i ziemista. Produkt z Planety Organica nie jest ciężkim i tłustym masłem, jego formuła była dla mnie przyjemnym zaskoczeniem. Jest to lekkie masło, które ma w sobie coś z musu/pianki. Masło zawiera w swoim składzie oprócz oleju rokitnikowego również glicerynę, olej z dzikiej róży, olej lniany, witaminę E oraz proteiny. Kilka razy w miesiącu smaruję się nim począwszy od koniuszka dużego palca u stopy, aż po szyję. Nic się nie lepi i nie jest tłuste. Kocham to masło - za działanie, za zapach, ale przede wszystkim za to odczarowanie we mnie tej niechęci do smarowideł.
Znacie tę serię?
całuję
kosodrzewina79

wtorek, 24 lutego 2015

Olej rokitnikowy

 Witajcie,
chciałabym podzielić się z Wami moimi przemyśleniami na temat rosyjskiej serii rokitniowej z Planety Organica, ale zanim o niej, zapraszam na kilka słów o samym oleju rokitnikowym.


Opis producenta:
"Olej rokitnikowy wytwarzany z owoców rokitnika syberyjskiego, metodą zimnego tłoczenia - wykorzystując świeże, nie poddawane procesom termicznym owoce.
W swoim składzie zawiera wiele biologicznie czynnych składników, mikro i makroelementów, karotenoidy, kwas foliowy, filtocydy, nienasycone kwasy tłuszczowe a także witaminy: A, B1, B2, B6, C, E, K, P, flawonoidy (przede wszystkim kwercetyny i rutyny) oraz prowitaminę D. Olej rokitnikowy ma działanie: regenerujące, antyutleniające, przeciwobrzękowe, bakteriobójcze, antymutagenowe. Olej rokitnikowy: przyspiesza gojenie ran, obniża poziom cholesterolu, pomaga w leczeniu choroby wrzodowej żołądka i hemoroidów, przyspiesza procesy regeneracji, wykorzystywany jest w medycynie naturalnej w leczeniu nowotworów.
Również wskazany dla wzmocnienia prawidłowego działania: żołądka, dwunastnicy, jelita grubego, narządów rodnych, sutków u kobiet karmiących, błon śluzowych, układu krążenia.
Polecany uzupełniająco przy: niedoborze witamin, problemach skóry (oparzenia, odmrożenia, odleżyny) i włosów
Używać jako dodatek do sałatek, zup, sosów. Stosować od kilku kropli do 1 łyżeczki dziennie.
Zewnętrznie: smarować miejsca zmienione chorobowo, płukać jamę ustną i gardło, sporządzać kompresy, stosować jako składnik maseczek na skórę i włosy, stosować jako składnik lewatyw (1 łyżeczka na 0,5 litra przegotowanej wody), mieszać z kremami, balsamami lub oliwką". (źródło)


O rokitniku pięknie pisała również Klaudyna z Ziołowego Zakątka.


  • Olej zainteresował mnie głównie pod względem włosowym. Chciałam sprawdzić jak spisze się on na moich kręconych i wysokoporowatych włosach.
  • Olej zawiera dużo kwasów tłuszczowych omega 9, ale też dużo kwasów nasyconych, których teoretycznie moje włosy powinny unikać (tak samo jak i oleju kokosowego i masła Shea).
  • Olej nakładałam na włosy i skalp na 2-3 godziny przed myciem, ale też i na całą noc.
  • Intensywna barwa oleju (tak samo jest i w przypadku oleju palmowego) sprawiała, że przy aplikacji obchodziłam się z nim bardzo delikatnie, wolałam uniknąć pobrudzenia otoczenia. Gdy zdecydowałam się na aplikację oleju na noc - "szkody" były znaczne:
  •  oj brudasek, brudasek



  • pomimo żółtej barwy olej nie pozostawiał trwałych plam na skórze, jedno pranie w 60 stopniach i po plamach nie było śladu,
  • a jak olej działał na moje włosy? sprawdziło się to co przeczuwałam, olej nałożony na 1-2h przed myciem ładnie je nawilżył, cudownie zmiękczył i dodał blasku

  • po całej nocy z olejem i jeszcze dodatkowo umyciu później głowy mocno odżywczym szamponem Luvos + odżywka Luvos, włosy były ciężkie i mocno nawilżone

  • olej nie spisywał się gdy próbowałam stosować go przed każdym myciem - pojawił się duży puch,

Podsumowując, przygodę z olejem rokitnikowym uważam za udaną. Olej doskonale sprawdził się u mnie wtedy, gdy nie miałam czasu na wielogodzinne olejowanie. To mój olej ekspres. Jego właściwości zaintrygowały mnie na tyle, że kolejne opakowanie tego oleju będę stosowała również i wewnętrznie. I jeszcze jedno, jeżeli myślicie o zakupie tego produktu, to pamiętajcie, aby był to 100% olej rokitnikowy, a nie jakaś mieszanka, w której często interesującego nas oleju jest zaledwie kilka procent.

Jakie są Wasze doświadczenia z tym olejem?
całuje
kosodrzewina79

poniedziałek, 23 lutego 2015

"Uważasz, że psy nie idą do nieba? Wierz mi, będą tam prędzej niż ktokolwiek z nas." Robert Luis Stiwenson









Ernest (2000 - 2015)

Już wielokrotnie planowałam przedstawić Wam moje 8 kilogramów miłości. Nie zdążyłam...

Ernest trafił pod mój dach po śmierci ojczyma, 8 miesięcy temu. Miał zostać na chwilę, został na dłużej. Był to schorowany staruszek, który obudził we mnie wszystkie możliwe pokłady macierzyństwa.
Ernest pomału, po cichutku zmieniał mnie i moje życie. Był cichym (ostatni raz zaszczekał w dniu śmierci swego pana, później już nigdy) towarzyszem mojego chaosu, samotności i radości. Nawet nie zauważyłam kiedy stał się moim najlepszym przyjacielem. A teraz mi go tak brakuje...

Ernest miał guza wątroby. Pomimo leków, z dnia na dzień stawał się coraz słabszy, nie mogłam patrzeć jak cierpi.

Nasze jedyne wspólne zdjęcie sprzed wielu, wielu lat.




Psy

które wyszły na wieczny

spacer


cierpliwi towarzysze dziecinnych zabaw

dyskretni świadkowie

pierwszych pocałunków

piastunki naszych dzieci

psy

o tyle od nas mniej

skomplikowane

że rozumiały co to wierność

która jest dla nas abstrakcyjnym

rzeczownikiem

odmienianym przez losowe przypadki

psy

zazdrosne ale nie

zawistne

które umiały patrzeć prosto w oczy

naszej samotności

urodzeni

komicy z pantoflem w pysku

psy

które nie przyjdą już na zawołanie

(Elżbieta Zechenter-Spławińska)

niedziela, 22 lutego 2015

Denko - IV - XII 2014 - czas marnotrawstwa - włosy (część III - odżywki/maski)

Witajcie, w ostatniej (uff) już części mojego obnażającego moje problemy z zakupami denka. W tej zestawieniu zobaczycie głównie odżywki, ale też i kilka masek.

  • Faith in Nature, Odżywka aloesowa (MÓJ HIT) - cudownie nawilżająca odżywka. Bardzo prosty i lekki skład sprawia, że produkt właściwie nie ma szans obciążyć włosów. Z powodzeniem stosowałam ją ma skalp. Doskonale sprawdzała się też po całonocnym olejowaniu włosów. 
  • Planeta Organica, Odżywka do włosów suchych i zniszczonych - arktyczny rokitnik (GODNA UWAGI)- olej rokitnikowy należy do olei nasyconych, czyli takich jakich moje wysokoporowate włosy teoretycznie nie znoszą. I wszystko się zgadza, ale moje suche i kręcone włosy potrzebują też dobrych emolientów, a ten balsam to bomba emolientowa. Odżywka stosowana raz w tygodniu ładnie zmiękczała moje włosy, ale gdy używałam jej częściej pojawiał się delikatny puch.
  • Luvos, Rewitalizująca odżywka do włosów przywracająca równowagę (MÓJ HIT) - ale hit specyficzny. Moje włosy uwielbiają glinki, mam po nich szalony skręt i cudowną objętość. 
  • NaturVital, Odżywka do włosów skłonnych do wypadania (MÓJ HIT) - cudowna odżywka pełna emolintów, ekstraktów, witamin i humektantów. Jest i lekki sylikon, ale w tym przypadku tej odżywki nie obciąża i nie skleja on moich włosów. Z pewnością do niej wrócę. 
  • Naturalny krem do włosów (eFiore) (MÓJ HIT) - mój wielki ulubieniec. Więcej o tej odżywce możecie poczytać w mojej szczegółowej recenzji.
  • Alverde, Odzywa z aloesem i hibiskusem - przeciętniak, ale i tak spisał się lepiej niż maska z tej samej serii.
  • Inebrya, Ice Cream, Pro Age Mask - Maska/odżywka arganowa - drogie (ok. 40zł) NIC z olejem arganowym w składzie, ale dopiero po zapachu. Jeden z moich głupszych zakupów, ale to jeszcze z czasów, gdy bezgranicznie wierzyłam opiniom pewnych blogerek.



  • Love2MIX, Maska do włosów z pszenicą i żółtkiem (MÓJ HIT)- te proteiny moje włosy ukochały. Miałam po nich cudowną objętość i skręt. Stosowałam ją raz w tygodniu i byłam bardzo zadowolona.
  • Attiste, Odżywka intensywnie regenerująca - swego czasu dodawałam ją do odżywek, aby włosy dostały też trochę protein, których w tej masce jest bardzo dużo.
  • Love2MIX, Maska do włosów z pomarańczą i papryczką chili - lubiłam szampon z tej serii, ale maska nie przypadła mi do gustu. 
  • Dr Beta, Odżywka rozmarynowa - bardzo lekki produkt, dla moich już coraz dłuższych włosów zdecydowanie za lekki. Czasami stosowałam ja na skalp.
  • Joanna, Naturia, Odżywka bez spłukiwania z miodem i cytryną - tyle się naczytałam o tych odżywkach i tak naprawdę miałam wszystkie wersje. Myślałam, że są koniecznym elementem pielęgnacji włosów w etapie zabezpieczania (nie używam silikonowych serum ), ale dopiero gdy zmieniłam odżywkę, którą stosuję po myciu zauważyłam, że wcześniej stosując Joannę robiłam swoim włosom więcej krzywdy niż pożytku - Joanna sklejała i strączkowała moje włosy, drobiła mi również skręt. 
  • Rosyjsie pole, Balsam rokitnikowy - rzadki produkt, który nic nie robił z moimi włosami, o przepraszam, czasami jedynie puszył.


  • The Body Shop, Odżywka bananowa - lekki produkt, który wiele nie zdziałał na moich włosach, ale mimo wszystko lubiłam ją stosować bo nie obciążała moich włosów. Miałam po jej użyciu ładne fale i włosy były dłużej świeże. 
  • Isama, Maska z pantenolem i proteinami pszenicy (WARTA UWAGI) -  te maski są ze mną od dobrych 4 lat, zawsze bardzo chętnie do nich wracałam. Ale chyba zostały wycofane, bo już ich nie widzę w Rossmannie.
  • Balea, Odżywka do włosów kręconych (WARTA UWAGI) - nie wiązałam z nią większych nadziei, a okazał się bardzo miłym zaskoczeniem. Ładnie podkreślała mój skręt, nadawał też włosom dużą objętość. Myślę, że jeszcze do niej wrócę. 
  • Fitomed, Odżywka normalizująca do włosów tłustych - dla mnie zdecydowanie za słaba.

Mam nadzieję, że te moje gigantyczne denko komuś się przydało, 
może podpatrzycie w nim coś dla Waszych włosów. 
całuję
kosodrzewina79

niedziela, 15 lutego 2015

Denko - IV - XII 2014 - czas marnotrawstwa - włosy (część II - maski)

Witam Was w kolejnej już odsłonie mojego denka, oczywiście nazwa denko jest bardzo umowna, ale nie przyszło mi do głowy inne określenie, które potrafiłoby ogarnąć ten mój cały kosmetyczny bałagan.


  • NaturVital, Maska aloesowa (MÓJ HT)- było to moje już kolejne opakowanie. Produkt o dobrym, prostym składzie. Wrócę do niej na 100%. RECENZJA.
  •  NaturVital, Maska do włosów osłabionych i skłonnych do wypadania - jest to siostra zielonej maski aloesowej. Ma bardzo bogaty skład, ale moje włosy zdecydowanie bardziej wolały wersję zieloną. RECENZJA.
  •  Planeta Organica, Maska marokańska - wiązałam z nią wielkie nadzieje (ba, nawet upiłam dwa opakowania), ale niestety zadziało się dokładnie to co się dzieje się u mnie po zastosowaniu silikonów - czyli po pierwszy użyciu - cudowny efekt, ale już następnym razem włosy suche i bez życia.
  •  Receptury Babuszki Agafii, Maska jajeczna - przyjemny zapach i działanie.
  • Organique, Sensitive - niby maska do włosów delikatnych, a u mnie bardzo podrażniła skalp. Nic nie pobije wersji Energizing. RECENZJA.
  • Apis, Maska błotna do włosów z minerałami MM - bardzo mile ją wspominam. Chętnie do niej powrócę. RECENZJA
  • Pat&Rub, Maska regeneracja (GODNA UWAGI)- bardzo obawiałam się w jej składzie masła Shea, ale zupełnie niepotrzebnie. Produkt zgodnie z zaleceniami producenta stosowałam przed myciem, włosy były naprawdę ładnie nawilżone, dociążone, mięsiste. Ale miała ona jeden wielki minus - nie mogłam znieść tego intensywnego zapachu trawy cytrynowej.
  • Alverde, Maska z aloesem i hibiskusem - zupełnie nie robiła nic na moich włosach.
  • Receptury Babuszki Agafii, Maska łopianowa - bardzo specyficzny produkt. Miałam wrażenie jakby go zupełnie nie było na włosach, bo nic z nimi nie robił. Uważam, że z całej trójki (łopianowa, jajeczna i drożdżowa) to właśnie ta ostatnia zasługuje na uwagę. 
  • OMIA, Maska aloesowa (WARTA UWAGI)- bardzo ją lubiłam - cudownie koiła mój podrażniony eksperymentami skalp. Była lekka, ale nie za lekka. Z chęcią do niej wrócę. 
  • Tołpa, Maska odbudowująca (WARTA UWAGI)- bardzo ją lubiłam, ale muszę przyznać, że wcześniej byłam z niej bardziej zadowolona. Polecam.


  • Receptury Babuszki Agafii, Ruskie Banie, czyli: 
Receptury Babuszko Agafii, Ruska Bania, Maska wzmacniająca, Chleb żytni i zsiadłe mleko 
Receptury Babuszki Agafii, Ruska Bania, Maska odżywcza, Owoce leśne i miód
Receptury Babuszki Agafii, Ruska Bania, Maska regenerująca, Śmietana i żółtka jajek


o wszystkich tych maskach pisałam recenzje, ale z perspektywy czasu uważam, że tylko ta ze śmietaną i żółtkiem jest warta uwagi. Miałam po niej cudowny skręt, połysk i lekkość.

A tutaj maski, które stosowałam na skalp. Niestety nie zachwyciły mnie. O mojej walce z łysieniem możecie poczytać Tutaj.Wielkie nadzieje wiązałam z produktem za 75zł - Pat&Rub, ale niestety firma skutecznie mnie odstraszyła, wpychając wszędzie bardzo intensywny zapach trawy cytrynowej, który kiedyś nawet lubiłam, ale tak olbrzymia jego kumulacja w tych kosmetykach sprawiał, że szczerze go znienawidziłam.

Znacie te produkty? Może którymś Was zainteresowałam?
całuję
kosdrzewina79



 

czwartek, 12 lutego 2015

Denko - IV - XII 2014 - czas marnotrawstwa - włosy (część I)

Witajcie, wreszcie przyszedł czas na produkty włosowe. I oczywiście, już tradycyjnie będzie tego bardzo dużo. Ale z nadmiarem szamponów z SLeS łatwo sobie poradziłam - od roku nie kupiłam płynu do mycia podłóg, a moje 50m2 myję co dwa dni, ale takie są uroki posiadania w domu czworonoga.


Zacznę od szamponów oczyszczających/ z SLeS. Moim wielkim faworytem w tej kategorii jest arganowy szampon z Api. Lubiłam też szampon z Tołpy i rosyjski szampon paprykowy. Barwą oczyszczałam włosy przed henną, a produkty z Bingo Spa to najlepsze żele pod prysznic, uwielbiam ich kremowość.

Szampon z Fitomedu bardzo skusił mnie mydlnicą w składzie, ale początkowy zachwyt szybo uleciał - produkt bardzo puszył i wysuszał moje włosy. O rosyjskim szamponie mam podobne zdanie. Najlepszym produktem w tej grupie szamponów jest szampon Alverde, zawiera on ALS - detergent, który lubi mój skalp, stosowany co 3-4 mycia w płodozmianie z delikatnym szamponem dobrze się spisywał. Szampon od Babuszki Agafii to największy bubel jaki ostatnio spotkałam. Szampon OMIA był ok.

W tej grupie znajduje się kilku moich ulubieńców. Jest tutaj mój ukochany szampon z Pat&Rub oraz bardzo dobry proteinowy produkt z Love2MIX i rokitnikowe cudo z PO. Szampon z Luvos jest na tyle specyficzny, że doczeka się recenzji. Natomiast odnośnie szamponów z Organique, to wersja Anti-Age puszyła mi włosy, a Sensitive naprawdę ładnie oczyszczała i koiła skalp.

Szampony Make Me BIO bardzo mnie rozczarowały. Okazały się za ciężkie, nawet wersja do włosów przetłuszczających się. Hibiskusowy szampon od Khadi był niesamowicie delikatny, pamiętam, że bardzo ukoił mój skalp. Gęste mydło z glinką marokańską od Planety Organica to specyficzny produkt. Myłam nim twarz, włosy i całe ciało. Ale mam co do niego jedno zastrzeżenie - ciemny kolor produktu brudził gąbkę, wodę w wannie - to jedyny minus.

Suchych szamponów nie potrafię używać, a hennę Khadi uwielbiam :)


Wcierki to same hity :)Zawsze z wielką przyjemnością wracam do Jantaru. Seboradin to specyfiki, które dobrze działały na moją skórę głowy. Wcierki stosuję jedynie nim. 1h przed myciem łącznie z olejowaniem włosów.

W kategorii oleje najbardziej zadowolona byłam z oleju 7 olei - działał najlepiej na świecie. Bardzo lubiłam też olej ze słonecznika i macerat z nagietka, które również z powodzeniem stosowałam do zmywania makijażu. Odnośnie drogich olei z Khadi to muszę przyznać, że Amla był ok, ale ten stymulujący wzrost bardzo puszył mi włosy (to wina oleju rycynowego). Lubiłam też olej rokitniowy, ale w niewielkiej ilości i stosowany jedynie raz na jakiś czas. Reszta to przeciętniaki.

A teraz biorę się za część z odżywkami i maskami.
całuję
kosodrzewina79