sobota, 22 sierpnia 2015

Ruszyłam dupsko - o małych zmianach w życiu + letnia pielęgnacja ciała

Dwa tygodnie temu w tym poście pisałam Wam o moich zawirowaniach zawodowych. Był to dla mnie bardzo toksyczny i trudny czas. Ukojeniem dla mojej wykończonej psychiki miał być ruch. Pożyczony od siostry, stacjonarny rower nie zdał się na zbyt wiele. Bardzo brakowało mi długich spacerów z Ernestem.
Wiedziałam, że te wszystkie głośne kluby sportowe, to nie dla mnie. Miałam wątpliwą przyjemność przez rok być członkiem klubu PURE (JATOMI) i źle wspominam tłumy, głośną muzykę, ale chyba najgorzej oceniam tam pracę trenerów, którzy według regulaminu mięli opiekować się klientami, pomagać im w treningach.
A ja podczas mojego ponad rocznego członkostwa tylko raz usłyszałam jak ćwiczyć, aby efekty były lepsze. Natomiast wielokrotnie otrzymałam propozycję, że dany trener może zostać moim trenerem personalnym za 700zł/msc (w tej cenie był jeden trening w tygodniu, oczywiście pod okiem wykwalifikowanego specjalisty). Dlatego nie chciałam tam wrócić, szukałam czegoś bardziej kameralnego, wyciszającego.
I tak trafiłam na Pilates. O którym tak naprawdę wiedziałam bardzo niewiele. Ale tak często bywa w życiu, że przez przypadek odkrywamy coś ciekawego. I tak też się stało ze mną.
Poszłam na - tzw. "springboard" - zajęcia ze sprężynami i ... przepadłam. Instruktorka podchodzi i na bieżąco koryguje postawę podczas ćwiczeń. Jest kameralna i przyjemna atmosfera. Oczywiście w grupie jestem najsłabsza, niektórych ćwiczeń, to jeszcze długo nie zrobię. Ale po takich zajęciach mam w sobie tyle siły, że mogę góry przenosić. Olbrzymie zmiany zauważyłam też w wyglądzie ud i bioder. A oto moje łoże tortur:

Po tym tak trudnym dla mnie roku, wiedziałam, że jeżeli nie zrobię czegoś tylko dla siebie, to oszaleję. Ze względu na duże problemy ze stawami kolanowymi, nie dla mnie jest bieg, długi wyprawy rowerowe, po prostu muszę oszczędzać stawy. Ale wymyśliłam sobie aqua aerobic. I tak przez cały lipiec i sierpień 4 razy w tygodniu brałam udział w wodnych zajęciach, po których zostaję zostaję jeszcze i urządzam sobie wodne biegi. A Pilates? Na niego chodzę dwa razy w tygodniu, ale rano. I powiem Wam jedno, jest to mój najlepszy urlop/wakacje w życiu. Dawno nie zrobiłam dla siebie tyle dobrego. Czasami trzeba być rozsądnym egoistą.

Tak znacząca (jak na mnie) zmiana trybu życia sprawiła, że dokładnie przyjrzałam się swemu ciału. Przebywanie ok. 6 godzin tygodniowo w chlorowanej wodzie bardzo wysuszało moją skórę, a do tego te paskudne podrażnienia po goleniu.

Pokażę Wam teraz kosmetyki, za pomocą których dbałam o swoje ciało.Większość z nich to już denka, ale postanowiłam jeszcze umieścić je na zdjęciach. Są wśród nich naprawdę prawdziwe perły. Ale o tym to już w innych postach.

Wszystkie prezentowane poniżej kosmetyki (poza Weledą, którą dostałam od siostry na urodziny) to produkty zakupione za moje własne, ciężko zarobione pieniądze.
Dlaczego o tym wspominam?
Na basenie poznałam dziewczynę, która rozdawała nam ulotki do swojego kosmetycznego sklepu internetowego. Któregoś dnia zaczęłyśmy rozmawiać o jej pracy. Później temat zszedł na blogi (ja oczywiście nie przyznałam się, że takowy prowadzę), dziewczyna powiedziała, że dziennie dostaje ok. 10-20 wiadomości z propozycjami współpracy od blogerek. Mocno utkwiły mi w pamięci jej słowa, że blogerki kosmetyczne, to "największe idiotki Internetu, bo za przeterminowaną maskarę i żel pod prysznic napiszą wszystko, co ona zechce".
Bez komentarza.
  • Weleda - Cytrynowy żel pod prysznic (prezent od siostry)- odświeżający zapach i cudownie kremowa konsystencja.
  • Planeta Organica - Mydło Beldi - po jego zakupie byłam zła. Ucieszyła się, że znalazłam je trochę taniej niż w innych sklepach, ale później okazało się, że niestety jest w tym haczyk - krótki termin przydatności. Miałam trochę lepsze zdanie o tym sklepie.
  • Kastylijskie mydło w płynie (TK Maxx) - bardzo je polubiłam.
  • Natura Siberica - Ujędrniający żel pod prysznic - bardzo przyjemny, kremowy żel w wygodnym opakowaniu z pompką. 
  • Baby Dream - Kremowy żel dla mam (Rossmann) - od kilku lat te produkty goszczą w mojej łazience.
  • Pat&Rub - Balsam ujędrniający biust - gdy stosowałam go sporadycznie (kilka razy w miesiącu)  i dziwiłam się, że nie działa, ale gdy zaczęłam stosować go bardzo regularnie, to naprawdę go pokochałam. Cudownie nawilża, wygładza i napina skórę moich piersi. Kupiłam kolejne opakowanie.
  • Phenome - Ujędrniający żel biustu - jeszcze nie mam na jego temat zdania. 
  •  IO Eco - Balsam ogórkowy (Hebe) - kupiłam go na wielkiej wyprzedaży w hebe za kilka złotych, a stał się moim wielkim letnim ulubieńcem. Świeży ogórkowy zapach i błyskawiczne wchłanianie - letni ideał. 
  • Macrovita - Profilujący żel do ciała z bio-figami i bio-jarzębiną (Hebe) - ten balsam też kupiłam w hebe za kilka złotych. Bardzo go lubiłam.
  •  Deep Streep - Lawendowy balsam z olejem arganowym (TK Maxx)- czasami przeszkadza mi jego mocny, lawendowy zapach. 
  • Pat&Rub - Otulający balsam do ciała - miły zapach na jesienno-zimowe miesiące. W lecie też się sprawdza, należy stosować go w minimalnych ilościach.
  • 100% PURE - Organiczny krem do ciała granat - cudowny produkt, prawdziwe bogactwo ekstraktów i olejów. Uwielbiam jego delikatną, musową konsystencję. Mocny nawilżacz.

I to na tyle. 
Bardzo długi post mi wyszedł, ale ostatnio moja pielęgnacja skupia się głownie na ciele.
Może poradzicie mi jakieś dobre balsamy i masła do ciała?
całuję
kosodrzewina79

23 komentarze:

  1. Bardzo interesują mnie takie zajęcia pilates, w jakim mieście takie są?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mieszkam w Poznaniu, tutaj są trzy profesjonalne studia Pilatesu.

      Usuń
  2. Ja też na basenie jestem kilka razy w tygodniu. Żele pod prysznic Weleda trochę łagodziły skórę, ale i tak widzę że potrzebuje już mocniejszego balsamu lub masło do ciała.
    Bardzo przykre co ta Pani powiedziała o blogerkach. Myślę że nie ma racji. Nie każdy leci na byle co a nawiązując współpracę trudno ocenić czy zostaniesz oszukany czy nie. Najlepiej jest pisać szczerze i ma to sens niezależnie czy kosmetyki są ze współpracy czy kupione samodzielne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przed basenowym etapem w moim życiu, to skóra mojego ciała miała ze mną dobrze - nie opalam się, w domu przez alergię na roztocza nie odkręcam CO. I tak sobie mogłam żyć, nawet i pół roku bez balsamu, czy masła do ciała. Ale chlor wszystko zmienił.
      Ale najfajniejsze jest to, że bardzo polubiłam to smarowanie. Naprawdę, aż nie mogę się sobie nadziwić.

      Bardzo zabolały mnie słowa tej dziewczyny z basenu. Pewnie miała do czynienia tylko ze specyficznym typem blogerek

      Usuń
    2. ja także przed czasami basenowymi nie musiałam tak dbać o skórę, a co proponujesz do włosów ?ja mam problem z wysuszeniem skóry głowy, pomimo że noszę czepek, zawsze coś wody się dostanie.

      Usuń
    3. Na przesuszony skalp pomoże jedynie intensywne olejowanie. Ja nie dopuszczam, aby odżywka dostała się na skalp, ale w Twoim przypadku jest to wskazane.

      A próbowałaś olejowania włosów przed basenem?

      Usuń
    4. Próbowałam, ale po basenie bezpośrednio nie ma możliwości dobrze zmyć oleju, na tym basenie prysznice źle działają i musiałabym wrócić do domu z tlustymi włosami, a często jeszcze gdzieś jadę bo basenie, to jest nie bardzo wykonalne, choć pewnie by pomogło.

      Usuń
  3. Cedrowy peeling do ciała kiedyś go stosowałam, lubiłam za jego zapach :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Same wspaniałości pokazujesz. Jak tak patrzę na moje zasoby do pielęgnacji ciała to dochodzę do wniosku, że bardzo się zapuściłam. Takiego zdrowego egoizmu to potrzeba każdemu z nas.
    Przykre jest to, że jako blogerki jesteśmy postrzegane jak idiotki. Dystans jest potrzebny. Do wszystkiego. Może i blogerki piszą do firm o kosmetyki. Są też inne sytuacje. Firmy piszą do blogerek ... i to także bywa żenujące.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Same wspaniałości? Coś w tym jest, bo naprawdę nie natrafiłam wśród tych kosmetyków na buble, a na prawdziwe perły i owszem.

      Dla mnie blogowanie jest pasją. Zaczęło się od włosomaniactwa, a właściwie rozpaczliwej chęci odratowania włosów po nieudolnej dekoloryzacji. Zainteresowanie składem kosmetyków doprowadziło mnie do pielęgnacji naturalnej. Aktualnie chcę połączyć te dwie dziedziny.

      Usuń
  5. Gratuluję zmiany pracy i walki o siebie!!!! Zuch Dziewczyna!
    A co do znajomej ze sklepu internetowego to ten medal ma też drugą stronę.... Często sklepy na siłę próbują mi wciskać jakieś kosmetyki, choć wielokrotnie i bardzo jasno odmawiam jakiejkolwiek współpracy.
    I przyznam szczerze, że nie wyobrażam sobie wysłania maila do sklepu z zapytaniem, czy dadzą mi za darmo jakieś kosmetyki. W sumie to chyba podziwiam takie osoby za odwagę - ja nie potrafię. I nie zamierzam tego zmieniać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Joluś, zamieściłam w swoim poście cytat z Twojego posta - mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko temu. Jeśli masz to daj znać i zaraz usunę.

      Usuń
    2. Wzięłam :DD

      I wiesz, strasznie się cieszę z Twoich zmian życiowych :) od wczoraj co chwila o Tobie myślę :)

      Usuń
    3. Dziękuję, bardzo dziękuję :)

      Usuń
  6. Powodzenia dalej.
    Serum do ciała mnie interesuje nawet bardzo;)

    OdpowiedzUsuń
  7. mydło bedi miałam niestety w normalnej cenie i mi nie przypadło do gustu:( z tymi idiotkami to pominę milczeniem ... a i trzymam kciuki !

    OdpowiedzUsuń
  8. Gratuluję walki o siebie!

    A co do wypowiedzi pani ze sklepu, to to tylko takie gadanie. Są różni ludzie i to w każdej branży. Moim zdaniem szkoda czasu na myślenie o tym i na rozpisywanie się na blogu, jeśli współprace się idą po naszej myśli. Każda branża ma swoje wady i zalety. Takie życie. Ważne, żeby robić swoje :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Niedawno natknęłam się na filmik vlogerki, która opowiadała, że miała ochotę na nowego beauty boxa, ale szkoda jej było własnych pieniędzy i napisała do dystrybutora z prośbą o wysłanie jej za darmo pudełka w zamian za recenzję na kanale. Spotkała się z odpowiedzią odmowną, być może przez stosunkowo niską liczbę subskrybentów. O ile samą motywację i tok myślenia rozumiem - bo umówmy się, zawsze fajniej jest zjeść ciastko i mieć ciastko, a w tym wypadku dostać wymarzoną rzecz, nie musząc za nią płacić - to żalenie się przed widzami otwarcie i bez żenady, że niestety musiało się kupić te kosmetyki za własne pieniądze jest (moim zdaniem) trochę niesmaczne i przyczynia się właśnie do obrazu blogerek kosmetycznych, które chcą dostawać jak najwięcej i wszystko za darmo.

    OdpowiedzUsuń
  10. Loze tortur faktycznie wyglada torturowato ;) Dalszej wytrwalosci Kochana :)!

    OdpowiedzUsuń
  11. Straszne jest to traktowanie nas... ale muszę przyznać, że mnóstwo dziewczyn tak właśnie robi, przyzwyczajają firmy, że nie muszą się z nam w żaden sposób liczyć. Współprace to niezbyt ciekawe zjawisko ;)

    OdpowiedzUsuń