niedziela, 30 czerwca 2013

Plan na denko - lipiec 2013 + podsumowanie akcji - Przeżyj czerwiec za 50 złotych!

Witajcie,
 przychodzę do Was dzisiaj po długiej nieobecności z planem na denko. 
Wiem, że może jest on mało wnoszący, ale dla mnie bardzo ważny i potrzebny.
Jak zwykle przejrzałam kosmetyki i tak oto wygląda plan na lipiec:


Wiem, że tego jak zwykle dużo, no ale tak to już u mnie jest. 
Tak patrze na to zdjęcie i uzmysłowiłam sobie, że tylko jeden kosmetyk z widniejących na zdjęciu 
pojawił się u mnie w domu w 2013r. 
Reszta to efekt chomikowania :(

I jeszcze jedna sprawa. 
Pod koniec czerwca postanowiła sobie, że basta z zakupami. Ile można klamotów znosić do domu. Promocja promocją, ale bez przesady. Jedna z Was napisała mi o czerwcowej akcji oszczędzania. 
I tak oto w lipcu wzięłam udział w akacji na blogu Kamyczka - Przeżyj czerwiec za 50 złotych.
A efekty? Jestem z siebie dumna. Nie wydałam NIC. Myślę, że mój BAN na zakupy przedłużę jeszcze na lipiec. A co, trzeba iść za ciosem. Mam nadzieję, że przyjdzie czas, gdy będę robiła zakupy na bieżąco, i gdy będę miała 10 masek, a nie 100. 
Widzę, że życie z wyzwaniami jest ciekawsze!
całuję
kosodrzewina79

wtorek, 18 czerwca 2013

henna Khadi jasny brąz - 2 tygodnie po farbowaniu - aktualizacja

Witajcie Ludziska,
w TYM poście opisywałam dokładnie krok po kroku moje farbowanie włosów henną jasny brąz. 
Minęły 2 tygodnie i dzisiaj chciałabym pokazać Wam jak zmienił się kolor. 
Oto moje aktualne zdjęcia:

TYDZIEŃ PO FARBOWANIU
 
    DWA TYGODNIE PO FARBOWANIU





I to jest czas po hennie, który najbardziej lubię. 
Z włosów wypłukały się już czerwone refleksy, które mogliście zauważyć 2 tygodnie temu. 
Jestem bardzo zadowolona i myślę, że hennie jeszcze długo pozostanę wierna.
całuję 
kosodrzewina79

sobota, 15 czerwca 2013

Lubię to! - ryżowy czas - Rice Dream i Naturattiva

Witajcie, 
dzisiaj kilka słów o małej zmianie w mojej codziennej diecie. 
Postanowiłam stopniowo eliminować z mojego jadłospisu mleko krowie. 
Postawiłam na mleko/napój ryżowy. Ze względu na skład zdecydowałam się na Rice Dream.


Ostatnio zupełnie przez przypadek odkryłam ciekawe lody, które wyprodukowane są na bazie mleka ryżowego. Są one zdecydowanie mniej słodsze i tłustsze niż tradycyjne lody.









Znacie te produkty?
całuję
kosodrzewina79

czwartek, 6 czerwca 2013

Denko - maj 2013 - cz. II - twarz i ciało

Witajcie,
w drugiej części mojego majowego denka. 
W pierwszej części pisałam o produktach do włosów, tym razem twarz i ciało. 
Chętnych zapraszam do lektury moich krótkich recenzji.

TWARZ i ZĘBY


16. Alverde - serum - to już moje kolejne opakowania tego produktu. Jestem z niego zadowolona, ma ciekawy skład. Jednak to serum nie pobiło mojego ulubieńca z Flavo C.

17. Parodontax - pasta, której smaku na początku nie mogłam znieść. Teraz ją bardzo lubię.

18. Avene - woda termalna - jestem wściekła, nie zużyłam nawet 1/4 opakowania, a zepsuł się atomizer. Uważam, że takie uszkodzenia też powinny podlegać reklamacjom.Chyba się zraziłam. Chodzi mi po głowie zakup wody URIAGE.

19. Tisane - balsam do ust - bardzo lubię jej zapach i działanie. Myślę, że kupię ponownie.

20. Maska algowa z acerolą i witaminą C - uwielbiam maski algowe, ta jednak mnie rozczarowała.

21. Biochemia Urody - tonik z kwasami AHA/BHA 10% - bardzo go polubiłam. Ładnie oczyszczał, rozjaśniał i napinał moją twarz. Myślę, że kupię ponownie.

22. BIOKON - emulsja przeciw błyszczeniu się skóry - wiązałam z nią wielkie nadzieje, ale niestety ten produkt jest moim wielkim rozczarowaniem.

23. COLLISTAR - ANTI-AGE SEBUM - przeciwstarzeniowa kuracja regulująca poziom wydzielania sebum - bardzo dobry krem na dzień , skutecznie matował moją tłustą cerę. Tylko ta cena :(

24. Blend-a-med - BIO fluoride - pasta do zębów z szałwią i eukaliptusem - naprawdę ją lubię. To już moje drugie opakowanie, myślę, że będzie kolejne.

25. Sensodyne - wracam do nich cały czas. 

CIAŁO


26. REXONA - tym antyperspirantom jestem wierna od lat :) Teraz mam wersję w kulce.

27. Ziaja - oliwkowe mydło pod prysznic - żel jak żel.

28. Adidas - nawilżający żel pod prysznic - mam do tego żelu wielką słabość, zużyłam już wiele opakowań tego produktu, uwielbiam jego zapach :)

29. GREEN PHARMACARY -  aloes - krem do rąk i paznokci - krem na bazie parafiny, był dziwny, taki tępy, ale przynajmniej szybko się wchłaniał.

30. Balea - czarna porzeczka - żel pod prysznic - gęsty żel o jedwabistej konsystencji. Stosowałam go do mycia rąk i polubiłam.

31. Natural Cream - aloesowy krem do ciała - nie zaszkodził, jakoś specjalnie nie nawilżał. 

32. Balsam do ciała - afrykański - uwielbiam te masełka - wcześniej miałam greckie, doskonale nawilża i pięknie pachnie. Zawsze z chęcią do nich wracam.

Może coś Wam wpadło w oko?
całuję
kosodrzewina79

środa, 5 czerwca 2013

Akcja, w której biorę udział oraz bardzo ciekawe rozdanie :)

Witajcie,
w przerwie między denkami 
chciałam Wam przekazać informacje o dwóch ciekawych sprawach.


#1

Jak wiecie intensywnie walczę o ograniczenie zakupów. Od ostatnich zakupów kosmetycznych (-40% w Rossmannie) minęło już prawie 2 tygodnie i nadal się trzymam. Pomimo tylu promocji  NIE ULEGŁAM. Więc jednak można :)
Aby mieć dodatkową motywację zgłosiłam się do akcji na blogu Kamyczka
Razem zawsze łatwiej/raźniej.
Trzymajcie za mnie kciuki!


#2
A drugą sprawą jest bardzo ciekawe rozdanie na blogu Kociamber w podróży
Nagrody są wspaniałe, jak dla mnie to same nowości.
 I jeszcze jeden ważny dla mnie aspekt, wiem, że są oryginalne, bo autorka bloga przywiozła je osobiście ze swojej wielkiej wyprawy do Indii.


całuję
kosodrzewina79

Denko - maj 2013 - cz. I - włosy

Witajcie, 
dzisiaj przychodzę do Was z moim majowym denkiem. 
W kwietniu pisałam o moich wiosennych włosowych porządkach
W moim przypadku takie porządki, oraz plany na denko bardzo się sprawdzają. W gąszczu niezliczonych kosmetyków, które posiadam, po prostu wiem czego używam i się tego trzymam. Gdy patrzę na ilość zużytych opakowań, to sama jestem zaskoczona, ale to po prostu dowód na to, że plany trzeba robić, zwłaszcza gdy ma się dużo pootwieranych kosmetyków.



W tym poście skupię się na włosach, bo myślę, 
że ta sfera wiele z Was najbardziej interesuje.
Twarz i ciało - w następnym poście.

WŁOSY


1. Joanna, Z apteczki babuni, Kuracja wzmacniająca w ampułkach - mocno alkoholowa kuracja z ekstraktem skrzypu i rozmarynu. Chociaż zużyłam już drugie opakowanie, to planuję jeszcze kolejne testy, bo mam jeszcze dwa opakowania, ale wstępnie jestem na plus.

2. BingoSpa - maska z glinką Ghassoul - dla mnie bardzo dobra maska o miłym/świeżym zapachu. Moje włosy ją polubiły. Kupię ponownie.

3. EcoSpa - olej jojoba - wiązałam z nim wielkie nadzieje, ale moje włosy raczej go nie polubiły, ponieważ puszył je i przesuszał. Mam jeszcze jedno małe opakowanie tego oleju, testy niedługo powtórzę.

4. Receptury Babuszki Agafii - balsam na brzozowym propolisie - jednak jestem na nie. Balsam nie nawilżał moich włosów, dziwnie je puszył, psuł skręt. Nałożony na skalp bardzo skracał świeżość włosów. Nie kupię ponownie.

5. Isana - maska/preparat do intensywnej pielęgnacji włosów z wysokoodżywczą proteiną z pszenicy i pantenolem - jest to już moje kolejne opakowanie tego produktu, od zawsze byłam z niego zadowolona. Myślę, że będę do niej wracał stale.

6. Artiste - odżywka intensywnie regenerująca - bomba proteinowa, uważam że jest wspaniałą alternatywą dla tych osób, które nie chcą się bawić w półprodukty, a jednak chciałyby wzbogacać swoje maski proteinami. Myślę, że będzie u mnie stale gościła w domu.

7. Olej z pestek malin - uwielbiam ten olej, fantastycznie nawilża moje włosy, wydobywa z nich ładny skrę. To co mi w nim przeszkadza to jego cena. Myślę, że gdy wykończę swoje olejowe zapasy, to kupię jego duże opakowanie.

8. Mrs. Potters - balsam z melisą i wit. A, E, F - bardzo lubię te balsamy. Jako samodzielne odżywki są dla mnie za słabe, ale gdy przed myciem nałożyłam na włosy bogata maskę, to po myciu stosuję ten lekki balsam. Ale jest dla mnie numerem jeden jeżeli chodzi o mycie włosów odżywką. Kupiłam w maju dwie kolejne butelki z aloesem i ginkgo.

9. Dabur - Amla - myślę, że to nie jest produkt dla mnie, miałam problemy ze zmyciem go z włosów. Ale to pewnie przez parafinę. Nie kupie ponownie.

10. Olej ze słodkich migdałów - mój wielki sprzymierzeniec w walce o nawilżenie włosów. Kupię ponownie.

11. Olej z czarnuszki siewnej - ten olej jest przykładem na to, że jak się kupi mini olej, to tak naprawdę po jego zużyciu nie wiem za dużo o jego działaniu. Mam jeszcze większe opakowanie, testy wkrótce powtórzę. 

12. Khadi - henna jasny brąz - moje włosy kochają hennę. Ostatnio zrobiłam na jej temat oddzielny post

13. Aussie - 3 Minute Miracle - odżywka do włosów, która potwierdziła u mnie regułę, że w moim przypadku silikony są dobre na jeden raz. Gdy stosuję je sporadycznie/rzadko, to jest ok, włosy się ładnie kręcą, są ujarzmione, ale gdy aplikuję odzywkę kolejny, i kolejny raz, wtedy niestety włosy wyglądają źle, są suche i obciążone. Nie wiem, czy kupię ponownie.

14. Joanna, Z apteczki babuni, balsam do włosów nawilżająco - regenerujący - to moja druga butelka, jestem z niego zadowolona. Po umyciu głowy, wgniatam odrobinę produktu we włosy. Uważam, że odżywki b/s bardzo przyczyniły się do poprawy stanu moich włosów. Obecnie stosuję inne wersje odżywek z Joanny.

15. Pollena Ostrzeszów - Biały Jeleń - żel do mycia twarzy z aloesem i ogórkiem - nie sprawdził się on u mnie jako produkt do pielęgnacji twarzy, ale jako szampon tak. Oddzielny post na ten temat.   

Znacie te produkty, coś Was zainteresowało?
całuję
kosodrzewina79

wtorek, 4 czerwca 2013

Maska Tajska - Siła i Blask - Planeta Organica - rosyjskie kosmetyki - recenzja

Witajcie,
dzisiaj przychodzę do Was z recenzją maski tajskiej z serii Planeta Organica. 
Stanowi ona jedną z 4 dostępnych na naszym rynku masek.


Kupując ją byłam zaintrygowana składem i pięknymi opakowaniami, liczyłam na orientalne chwile rozkoszy dla moich włosów.



Skład:
Aqua with infusions of Organic Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil (olej jojoba, który jest bardzo cennym źródłem witaminy młodości - wit. E, która odżywia i nawilża), Cananga Odorata Flower Oil (olejek ylang-ylang, który opóźnia przetłuszczanie włosów, wpływa na ukrwienie skalpu), Organic Lotus Corniculatus Flower Extract (ekstrakt z królewskiego lotosu, który doskonale nawilża i uelastycznia włosy), Tamarindus Indica Leaf Extract (ekstrakt z liścia tarmanidusa, który na działanie przeciwbakteryjne i przeciwgrzybiczne), Mangifera Indica (Mango) Seed Oil (olej mango - olej nasycony- doskonały nawilżacz, emolient, naturalny filtr), Acacia Arabica Bark Extract (ekstrakt z kory akacji, który ma właściwości ściągające, antybakteryjne i łagodzące), Orchis Maculata Flower Extract (ekstrakt ze storczyka męskiego, który ma właściwości zmiękczające, nawilżające i wygładzające, opóźnia efekty starzenia); Cetearyl Alcohol, Glyceryl Srearate, Cetrimonium Chloride, Behentrimonium Chloride, Cetyl Ether, Dimethicone (silikon zmywalny SLS, SLeS czy AZL), Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Parfum, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Citric Acid.



Maska jest zbiorem wspaniałych olei i ekstraktów roślinnych, które mają za zadanie dbać o masze włosy. Ale czy dbała o włosy? O moje nie! Ale po kolei.

Opakowanie - okrągła, plastykowa puszka z piękną szatą graficzną, wykorzystuję je teraz do przechowywania glinek
Zapach - przyjemny, orientalny, lekko męski
Konsystencja - jedwabiste masełko
Kolor - blady róż
Objętość/Cena - opakowanie mieści 300 ml produktu/ ok. 30zł


Pomimo tak pięknego składu maska nie nawilżała moich włosów. Zauważyłam, że je puszyła. Jeżeli chodzi o skręt, to napuszone włosy nie wyglądają dobrze, ponieważ część loków/fal się prostuje, część juz kilka godzin po myciu przypomina smutne strąki.

Maska zawiera olej jojoba z którym wiązałam wielkie nadzieje, ale niestety nie działa on na moje włosy tak, jakbym sobie życzyła. Ostatnio stosowałam go do olejowania na noc. Rano włosy były bardzo wysuszone i napuszone. Musiałam je długo moczyć, oczyszczać i nawilżać. Mam jeszcze jedną mała buteleczkę tego oleju, niedługo testy powtórzę, ale coś czuję, że efekty się powtórzą.
Drugim olejem, który zawiera maska jest olej mango, który należy do tej samej grupy olei co masło shea, olej kokosowy, czy polmowy, czyli grupy olei nasyconych. Oleje z tej kategorii przeważnie! nie najlepiej sprawdzają się na włosach wysokoporowatych, a ja jestem takowych posiadaczką.
Myślę, że to zestawienie olei sprawia, że maska nie sprawdziła się na moich włosach.



Planowałam, też zastosowanie maski na skórę głowy tak na 2-3 godziny przed jej myciem, ale zawarty w niej silikon sprawił, że jednak z tego pomysłu zrezygnowałam. Zauważyłam, że jeżeli stosuję silikony na skalp, na dłużej niż kilka minut, to powodują one u mnie wypadanie włosów. A z drugiej strony stosowanie na skalp maski, którą za chwilę będę chciał zmyć szamponem oczyszczającym mija się dla mnie trochę z celem.

W mojej ocenie maska jest słaba. Myślę jednak, że miłośniczki oleju jojoba i mango mogą być z niej zadowolone. Cała seria Planeta Organica zaintrygowała mnie na tyle, że planuje testy kolejnych kosmetyków, może znajdę wśród nich swoje perełki. Będę Was o tym informowała.

Miałyście tę maskę?
całuję
kosodrzewina79





niedziela, 2 czerwca 2013

Biały Jeleń - żel mycia do twarzy? Raczej nie! A może jako szampon?


Dużo czytałam o tych produktach. 
Na wizażu oba mają wysoką ocenę - ponad 4. 
Bardzo długo szukałam się tych żeli, a w końcu gdy już je znalazłam, to wzięłam od razu 2 butelki.



Żel dostępny jest w dwóch wariantach:
- zielony z aloesem i ogórkiem - do cery normalnej i mieszanej ze skłonnością do alergii
- niebieski z oczarem wirginijskim -  do cery tłustej i trądzikowej ze skłonnością do allergii



Oczar kocham miłością wielką (za sprawą hydrolatu oczarowego), dlatego od razu rzuciłam się na niebieską butelkę. Z początku byłam zadowolona, żel ładnie, obficie się pienił. Trochę przeszkadzała mi jego konsystencja - glutowata, która sprawiała, że często produktu wydobywało się po prostu znacznie za dużo. Po tygodniu, może dwóch zauważyłam, że na mojej twarzy bardzo wzmogła się produkcja sebum, i to w stopniu bardzo! znacznym. Po prostu świeciłam się. Umyłam twarz i za chwilę już  mogłam z czoła i nosa zdjąć grubą warstwę oleju. Okropieństwo! Fuj!
W tym czasie nie zmieniałam żadnego innego kosmetyku pielęgnacyjnego, ani kolorowego, pogoda też była właściwie taka sama.
O taki stan skóry zaczęłam podejrzewać ten żel. Gdy go odstawiłam i sięgnęłam po delikatniejszą pielęgnację skóra wróciła do wcześniejszego stanu.

Niedawno postanowiłam dać jeszcze jedną szansę Białemu Jeleniowi. Przyszła kolej na zielony - aloesowo-ogórkowy żel. Sytuacja była bardzo podobna. Na początku żel lekko podsuszył cerę, ale póżniej - rzeka sebum. Jego działanie oceniam jednak na znacznie łagodniejsze.



Gdy przyjrzymy sie składom - na drugim miejscu, zaraz po wodzie widzimy - SLeS - środek, który posiadaczki cer tłustych powinny omijać, i to szeroko. Już kilka razy przekonałam się o tym, że romans mojej tłustej cery z SLeS-em zawsze źle się kończy.

Jako szampon ?
Produkt postanowiłam używać jako szampon oczyszczający. Zachęciły mnie do tego z pewnością składniki obecne w składzie: aloes, ogórek, alantoina, panthenol czy sorbitol.
W roli szamponu żel sprawdzał się rewelacyjnie, włosy były czyste i świeże. Produkt doskonale radził sobie ze zmywaniem olei.

Opakowanie - żele zamknięte są w zgrabnych, przezroczystych butelkach o pojemności 200ml z wygodnym dozownikiem
Konsystencja - rzadka, glutowata.
Zapach - w obu wersjach przyjemny, świeży.

Czy polecam ten produkt? Jako żel dla cer tłustych - nie! Ale jako szampon - tak.

Znacie te żele? 
Jakie macie doświadczenie z SLeS-em w produktach do mycia twarzy?
całuję
kosodrzewina79

Maseczka algowa z acerolą i witaminą C

Witajcie, 
często piszę Wam o pielęgnacji mojej tłustej cery. 
Jeżeli jesteście ze mną dłużej wiecie, że moja skóra twarzy uwielbia algi, glinki, błota oraz witaminę C. 
Gdy zobaczyłam maseczkę, która łączy algi i witaminę C bardzo się ucieszyłam.


Algi niesamowicie wyciszają i łagodzą wszelkie podrażnienia, wspaniale nawilżają i napinają skórę.
Witamina C dział na moją cerę oczyszczająco i rozjaśniająco. Fantastycznie reguluje pracę gruczołów łojowych.

W maju stosowałam krem Avene Tiacnael, który działa wysyszająco na moją cerę. Dlatego, aby temu zapobiec obecnie skupiam się na pielegnacji algami.

Cała obsługa maseczki jest bardzo prosta:

1. Myję dokładnie twarz.
2. Często maseczki poprzedzam peelingiem.
3. W skórę twarzy wklepuję serum (czasami).
4. Przystępuję do wykonania maski: do czystego naczynia wsypuję 3-4 łyżeczki maski, a następnie dolewam przegotowanej wody do czasu, gdy uzyskam odpowiednią konsystencję.
5. Następnie nakładam maseczkę na twarz - z doświadczenia wiem, że algi nakłada się na bogato. Lepiej wtedy trzymają wilgoć, a przez to dają większe nawilżenie.
6. Maskę trzymam na twarzy 20-30 minut.
7. Po tym czasie maseczkę staram się zdjąć z twarzy jednym ruchem (nie zawsze się to jednak udaje), resztki usuwam wilgotnym wacikiem. Twarzy nie myję i nie dotykam!



Moim zdaniem jest to bardzo lekka maseczka. Wcześniejsze maski algowe, które stosowałam przyzwyczaiły mnie do tego, że były one znacznie bardziej treściwe, grubsze i gęstsze. Prezentowałam Wam je tutaj i tutaj.
Ta maseczka z acerolą była w mojej pielęgnacji miłym urozmaiceniem, ale w przyszłości będę sięgała po te treściwsze. Mam wielką ochotę na przetestowanie masek z Apisu i Farmony, no ale to w przyszłości, bo obecnie mam w swoich zbiorach maski z Organique i Bielendy, o których zresztą Wam niedługo napiszę.

Lubicie maski algowe? Może mi jakąś polecicie?
całuję
kosodrzewina79