piątek, 31 maja 2013

henna Khadi jasny brąz

Witajcie,
od lipca 2012r w kwestii koloru włosów, to jestem wierna hennom. 
Mam już za sobą kilka farbowań henną orzechowy brąz, teraz już drugi raz jest to jasny brąz. 
Ostatnio używałam jej 9 marca 2013r.



Moja pierwsza przygoda z henną nie była zbyt przyjemną. Na cienkie, przesuszone włosy nałożyłam przecież wysuszającą hennę i wyszła tragedia. Długo nie mogłam sobie poradzić z tak wysuszonymi włosami. Po wielu miesiącach prób wypracowałam sobie swój sposób. Dlatego dzisiaj napiszę Wam jak stosuję hennę.


PRZED HENNĄ
- dla mnie jest to bardzo ważne, aby włosy dobrze przygotować do aplikacji henny. Tydzień przed henną mocno nawilżam włosy, używam olei i bogatych w emolienty masek,
- dzień przed zastosowaniem henny umyłam włosy dwa razy oczyszczającym szamponem, później na 15 minut nałożyłam maskę lnianą, spłukałam ją i jeszcze na 15 minut nałożyłam maskę olikwkową,


- włosy wyglądały tak:








W DNIU NAKŁADANIA HENNY:
- przygotowuję potrzebne rzeczy: hennę, miskę, drewnianą łyżkę, pędzelek, ciepłą wodę, maskę oraz ja zapragnęłam dodać tym razem (robię to pierwszy raz glinkę ghassoul,
- ostatecznie do miski trafia: pół opakowania henny Khadi jasny brąz, 1 mała łyżka glinki ghassoul, 200ml ciepłej wody, 3 łyżki maski Scandic kokosowej (lubię jej woskową konsystencję, wcześniej używałam BingoSpa, Glorii, ale ta sprawdza się najlepiej),












- odstawiam hennę i idę myć włosy oczyszczającym szamponem, nie nakładam żadnej odżywki/maski,
włosy rozczesuję


- nakładam hennę, a później na nią foliowy czepek


- po 1,5h zdejmuję czepek i idę dokładnie zmyć samą wodą hennę (nie używam szamponu, ani odżywki)



- suche włosy wyglądają tak:









- i tak zostawiam włosy na 24h
- na noc nałożyłam na włosy olej z malin, rano dokładnie umyłam je szamponem i na 15 minut nałożyłam maskę lnianą, a następnie wgniotłam we włosy odrobinę odżywki Joanny b/s pokrzywa i zielona herbata




 - suche włosy wyglądają tak:












Wszystkie zdjęcia starałam się robić bez lampy przy oknie. 
Ale nie jest łatwo samej zrobić dobre zdjęcie.
Mam nadzieję, że ten post okaże się przydatny dla tych, którzy boją/wahają się przed użyciem henny. 
Nie jest to wcale takie trudne, a zdecydowanie zdrowsze. 
Ja z efektów jestem zadowolona, widzę, że z czasem kolor utrzymuje się na włosach coraz dłużej, 
a że jest on zbliżony do moich naturalnych włosów, 
to mogę sobie pozwolić na coraz rzadsze farbowanie włosów.

Jak podobają się Wam efekty? Stosujecie hennę?
całuję 
kosodrzewina79

Plan na denko - czerwiec 2013

Jak zawsze pod koniec miesiąca przygotowuję plan na denko, na kolejny miesiąc. 
Tym razem jest oczywiście tak samo. 
Typuję kosmetyki, robię im zdjęcie, które później ustawiam jako tło na pulpicie. 
U mnie to się sprawdza.


Chciałabym również przez najbliższe tygodnie upewnić się, 
co do działania na moich włosach i twarzy kilku półproduktów.  Dobrze dobrany półprodukt potrafi zdziałać cuda, tak było u mnie w przypadku pantenolu.



Ostatnio wszędzie promocje, darmowe wysyłki, ale ja jestem twarda. 
Obiecałam sobie, że w czerwcu i lipcu zakupom mówię NIE. 
Dam radę!
To takie moje wyzwanie na najbliższe tygodnie. 
całuję
kosodrzewina79

środa, 29 maja 2013

Lubię to! - Pasja - kokosowe niebo

Witajcie,
jestem ostatnią osobą, która namawiałaby kogokolwiek do jedzenia słodyczy. 
Wiemy przecież, że nie ma w nich wartościowego dla naszego zdrowia, 
a wręcz przeciwnie są to tylko puste kalorie.
Ale czasami nachodzi mnie taki moment, że mam ochotę zgrzeszyć dla tych kilku chwil rozkoszy. 
Zaczynamy długi weekend, mnie niestety czeka bardzo dużo pracy :(
 I to dlatego pozwalam sobie na te kalorie.
 Właśnie piję popołudniową kawę i delektuję się smakiem Pasji.


 Miałam Wam o niej pisać już dawno, ale zawsze zapominałam wspomnieć o tym kruchym 
herbatniku z kokosem i czekoladą.


Był kiedyś u mnie taki czas, że potrafiłam zjeść wszystko, byle słodkie, ale teraz już nie.
Teraz szukam niepowtarzalnych smaków. I w tym przypadku to znalazłam.
Smacznego!

 A Wy macie swoje ulubione słodkie rozkosze?
całuję
kosodrzewina79

PS uwielbiam jeszcze czekoladę truskawkową z Wedla :)

wtorek, 28 maja 2013

majowe zakupy

Witajcie,
a miałam już nic nie kupować. 
Mam takie zapasy, że spokojnie przez kilka miesięcy nie musiałabym robić zakupów. 
Daję sobie BAN na czerwiec i lipiec. Mam nadzieję, że wytrzymam. Zobaczymy... 
A teraz pokażę Wam moje zakupy, tak wyszło, że są to produkty z dwóch kategorii: włosy i twarz.




Znacie te produkty? 
całuję 
kosodrzewina79

poniedziałek, 20 maja 2013

Co to jest placenta? Placenta Activ - Mil Mil

Witajcie,
dzisiejszy post będzie dotyczył moich doświadczeń po przeprowadzonej kuracji włoską Placentą Activ. 
Ale zanim o niej, to jeszcze kilka słów o samej placencie, jej rodzajach oraz zastosowaniu.

Placenta - naturalny wyciąg z tkanek łożyska zwierzęcego (a także œświeżych łożysk ludzkich), bogaty w liczne substancje odżywcze, w witaminy A, C, E, a także B2 i B12 , kwas foliowy, biotynę, enzymy, oligoelementy. Placenta poprawia metabolizm skóry i zwiększa ukrwienie tkanek. Wszystko to sprawia, że jest bardzo przydatna w kosmetyce, jako składnik preparatów przeznaczonych dla skóry dojrzałej. (źródło)



PLACENTA (rodzaje):
- roślinna - tak jak rozumiem używanie określenia placenta w przypadku kosmetyków z łożysk zwierzęcych i ludzkich, tak nie do końca rozumiem to w przypadku ekstraktów roślinnych (no ale to już inna sprawa). Za pośrednictwem Internetu można zakupić różne placenty, są one na bazie soi, aloesu i kasztanowca japońskiego, papai, czy zbóż.
 - zwierzęca - pochodzi z łożysk zwierząt, przeważnie krów i koni.
- ludzka - jest to po prostu ludzkie łożysko, oczywiście odpowiednio przetworzone.




Dlaczego piszę o placencie?
Ponieważ byłam zachwycona działaniem placenty roślinnej z algami, którą stosowałam na twarz i włosy, chciałam poszukać jakieś wcierki, która pomogłaby mi zagęścić moją czuprynę. I tak oto na allegro trafiłam na Placentę Activ włoskiej firmy Mil Mil, i jak to ja, najpierw kupiłam, a dopiero później zaczęłam o niej czytać. Moje zdziwienie było wielkie, gdy okazało się, że kupiłam placentę z łożysk ludzkich (na aukcji nie było o tym wzmianki), muszę wam się przyznać, że wcierka poszła w kąt, jakoś nie mogłam się przemóc do wcierania tego specyfiku w mój skalp.



Mijały tygodnie, czytałam o cudownych właściwościach łożysk ludzkich, o ich zastosowaniu w kosmetyce - wcierki, kremy. Jest nawet ogromna grupa ludzi, która propaguje spożywanie łożyska (np. obiad z ludzkiego łożyska).

  Placenta polecana jest przy:

  • wypadaniu włosów (likwiduje lub zmniejsza w znaczący sposób)
  • kolistym wypadaniu włosów (uzupełnia ubytki)
  • włosach cienkich i delikatnych (zwiększa ich objętość)
  • włosach o osłabionej strukturze (nadaje połysk i trwałość)
  • zniszczonej strukturze włosów (regeneruje strukturę włosa od wewnątrz)
  • pielęgnacji włosów (powoduje nawilgocenie i dotlenienie cebulek włosowych)
    (źródlo)


 W styczniu postanowiłam dać szansę wcierce, zwłaszcza, że miałam jej aż dwa opakowania.

Skład: 
aqua, glycerin,alcohol denat, propylene glycol, triethylene glycol,peg-40, hydrogenated castor oil, hydrolyzed placental protein, parfum,deceth-7, peg-26-buteth-26, magnesium nitrate, magnesium chloride, hexyl cinnamal, butylphenyl methylpropional,benzyl salicylate,linalool, hydroxycitronellal, limonene,dmdm hydantoin,benzyl alcohol, methylchloroisothiazolinone,methylisothiazolinone

Na opakowaniu jest informacja, że produkt zawiera placentę w stosunku 2:1-5%.

Opakowanie:
tekturowy, czarny kartonik, w którym znajduje się 12 brązowych fiolek zawierających po 6 ml płynu,

Stosowanie:
placentę należy wcierać (po wcześniejszym umyciu włosów) w skórę głowy przez 15 minut. Jedna fiolka jest na jeden raz, nie zaleca się dzielenia jej na mniejsze porcje, ponieważ płyn szybko traci swoje właściwości.

Aplikacja:
płyn można aplikować na skórę głowy bezpośrednio z fiolki, albo za pomocą pipetki







Moje przemyślenia:
Ja wcierki stosuję zawsze na kilka godzin przed myciem. Z placentą postępowałam tak samo. Płyn aplikowałam za pomocą pipetki, która zdecydowanie ułatwiała równomierne pokrycie skalpu placentą. Gdy fiolka była pusta przystępowałam do masażu skóry głowy. Myślę, że nigdy nie było to zalecane 15 minut, po prostu takie masowanie i ugniatanie skalpu to ciężka praca :)
Później nakładałam na włosy olej, delikatnie je związywałam i tak chodziłam po domu od 2 do 6 godzin. Czasami zaaplikowałam placentę na noc, a rano myłam włosy.

31 stycznia skończyłam swoje pierwsze opakowanie Placenty Activ. W lutym zrobiłam przerwę na wcierkę bez alkoholu, a w marcu powróciłam do stosowania znajomych fiolek z placentą.
Wcierka zawiera wysoko w skladzie alkohol denat., który może podrażniać i wysuszać skalp, dlatego czasami przezornie podczas nakładania oleju na włosy, użyłam go również na skalp. Nie zauważyłam żadnego efektu pieczenia, ani podrażnienia skalpu.

Efekty:
Efekty? Po dwóch tygodniach zaczęły pojawiać się mini włoski na linki czoła, byłam zaskoczona, ale rozum podpowiadał mi, że pewnie sobie coś wmawiam. Grzecznie odczekałam luty - miesiąc przerwy między kuracjami. W marcu zaobserwowałam dużo 1-2-centymetrowych włosków, znacznie zagęściła mi się linia czoła, zakola, a przez to i przedziałek. Znacznie zmniejszyło się przetłuszczanie włosów.
Obecnie mija 5 miesięcy od początku kuracji. Czy żałuję pieniędzy wydanych na placentę (2x27zł + 9zł przesyłka), odpowiem, że zdecydowanie nie. Myślę, że ta wcierka z pewnością przyczyniła się do mojej, częściowo już wygranej, walki o zagęszczenie włosów.
Czy do niej powrócę? Naprawdę nie wiem. Obecnie mam mały zapas wcierek i korzystając z dobrodziejstw natury, chciałabym odkryć coś równie ciekawego jak moje pietruszkowe eksperymenty.

Macie jakieś doświadczenie z placentą? 
całuję 
kosodrzwina79



poniedziałek, 13 maja 2013

Podsumowanie pielegnacji włosów - kwiecień 2013

Witajcie, 
dzisiaj zapomniany post. 
Zapomniany, bo 2 maja zrobiłam zdjęcia, 
zaplanowałam aktualizację włosów i po prostu wyleciało mi to za głowy. 
Ale to nic. Zaczynamy :)


Oto kosmetyki, których używałam w kwietniu:

Wcierki - zdecydowanie ten miesiąc należał do tej z pijawkami BIOKON, wystarczyła mi ona na prawie 4 tygodnie stosowania co drugi dzień, producent zaleca dwa razy dziennie, ale w takim wypadku wystarczyłaby mi ona może na 10-14 dni, gdy się skończyła postawiła ma wcierkę alkoholową Joanny z rozmarynem, ale ta bardzo przesuszyła mi skalp.
Oleje - ponownie przekonałam się, że moje włosy kochają olej żurawinowy, dodawałam też do masek masło shea, ale je mogę stosować jedynie sporadycznie.
Szampony - dzielnie wykończyłam bazę szamponową z EcoSpa, która ostatecznie trochę mnie rozczarowała, później stosowałam żel z Alterry, którego również ponownych zakupów nie planuję, jako szamponu oczyszczającego stosowałam ten z pijawkami i bardzo się polubiliśmy.
Odżywka d/s- cudowne odkrycie - odżywka kadzidłowa (napiszę o niej niedługo), balsam Mrs. Potters z melisą - bardzo lubię te produkty oraz o dziwo bomba silikonowa z Aussie, której tak się obawiałam, a ona stosowana sporadycznie też potrafi zdziałać cuda.
Odżywka b/s - już tradycyjnie Joanna - ostatnio skończyłam drugie opakowanie tego produktu. Odrobinę wgniatam zaraz po myciu w mokre włosy.
Odżywka na skalp - stosowałam balsam z pijawek, średnio co dwa dni, na całą noc.
Maska - nie miałam dużo czasu na zabawy z maskami, dałam szansę Kallosowi - Crema al Latte i naprawdę dopiero teraz na koniec 1,5 litrowego opakowania zrozumiałam fenomen tego produktu, jestem nim zauroczona.
Inne - d-panthenol - cudowny półprodukt i zioła Brahmi, których działanie ciągle testuję.


W kwietniu miałam taki schemat: mgiełka i balsam z pijawek + olej na noc, rano - szampon i odżywka + odżywka Joanna b/s jako zabezpieczenie. Nie stosuję żelu czy pianki. Włosy zawsze schną naturalnie.

Jeżeli chodzi o kosmetyki BIOKON z enzymem pijawek, to na maj je odstawiam, powrócę do nich w czerwcu, i wtedy też spodziewajcie się recenzji.


A co w maju?
- spore denkowanie, chcę wykończyć kilka naprawdę już zalegających mi kosmetyków
- żel do twarzy Biały Jeleń dla mojej tłustej skóry twarzy okazał się za silny, zobaczymy jak się spisze jako szampon oczyszczający
- dam jeszcze jedną szansę Amli, poprzednio pewnie za sprawą zawartej w niej parafiny, miałam długi kryzys włosowy, ale zobaczymy co będzie teraz
- z nowości mam tylko włoskie kosmetyki OMIA z siemieniem lnianym, skusiły mnie swoim składem, jestem już po kilku użyciach, niedługo napiszę więcej.
całuję
kosodrzewina79

PS I jeszcze kilka aktualnych fotek. Jak widać moje włosy też mają swoje humory :)