wtorek, 28 sierpnia 2012

Obalamy mity! Loccitane - odbudowujący szampon, odżywka i maska

Witajcie,

dzisiaj popełnię post o mojej włosowej przygodzie z kosmetykami firmy Loccitane.

Sklep Loccitane widziałam kilka lat temu spacerując z siostra po brukselskich ulicach. 
Pamiętam, że wtedy zrobił on na mnie wielkie wrażenie: oszałamiające zapachy unosiły się jeszcze przed sklepem, do tego pięknie wyeksponowane kosmetyki oraz bukiety suszonych kwiatów. 
Ale te ceny :(
Pamiętam, że pooglądałam te cudeńka, ale dotknąć bałam się czegokolwiek.
Ale wtedy był to dla mnie po prostu piękny sklep, na długo go zapamietałam.

Dlatego, gdy kilka lat później zobaczyłam znajomy wystrój i te ... bukiety lawendy, bardzo się ucieszyłam.

Pierwszy krem z masłem shea dostałam, bo przyszłam do sklepu z numerem "Zwierciadła". 
I wtedy rozpoczęła się moja miłość do Loccitane. 
W moich zbiorach pojawił się drugi, trzeci, czwarty i kolejny  krem (kakaowy i różany - to moje ulubione).


Pewnego dnia naszło mnie na rozjaśnianie włosów. 
Koleżanka - wtedy początkująca fryzjerka - stwierdziła - dekoloryzacja.
Po tym zabiegu przez chwile byłam platynową blondynką, ale później jedna farba, za chwilę druga.
Stałam się istotą zółtowłosą ... z zielonymi pasemkami.
Po tych wszystkich zabiegach moje włosy nie chciały się kręcić (chociaż normalnie nie miałam z tym problemów), dlatego te "żółtka" katowałam jeszcze codziennie prostownicą.

Z wilką nadzieją przekroczyłam progi sklepu Loccitane. 
Oczekiwałam, że jak wydam 100-200zł, to stanie się cud. 
Niestety nawet regularne stosowanie szamponu, odżywki i maski nie wpłynęło w pozytywny sposób na stan moich włosów.
Zniechęcona produkty odstawiłam je i eksperymentowałam sobie z czymś innym.
Później dowiedział sie o wątku dla zakręconych na wizażu i stopniowo przestawiałam się na pielęgnację zgodną z CG.
Włosy pomału zaczęły przypominać moje "stare włosiska", chociaż koloru nie chciały trzymać. 
Kolejne farby zmywały się po tygodniu.
W końcu przestałam je farbować, nauczyłam się żyć z odrostem. 
Ale ciągle DBAŁAM O WŁOSY - wcierki, oleje i dużo masek.
Wiele osób zauważyło znaczną zmianę w wyglądzie moich włosów.

Ostatnio (za sprawą DENKA) wróciłam do kuracji produktami Loccitane. 
Miałam szampon, odżywkę i dużo próbek maski.

Przy zakupie Pani wmawiała mi, że są to naturalne kosmetyki, które zawierają tylko naturalne oleje.
Czyżby?
Kilkumiesięczna lektura wizażu i blogów sprawiła, że nauczyłam się czytać składy,
kiedyś tylko wąchałam kosmetyk, dzisiaj patrzę na INCI 
i w tych naturalnych i ekologicznych kosmetykach widzę silikony 
i pq.

SKŁAD SZAMPONU (65zł/300ml):
Aqua/Water, Tea-Lauryl Sulfate, Disodium Laureth Sulfosuccinate, Laureth-2, PEG/PPG-120/10 trimethylolpropane trioleate, Angelica Archangelica Root Oil, Lavandula Angustifolia (Lavender) Oil,Pelargonium Graveolens Flower Oil, Cananga Odorata (Ylang Ylang), Citrus aurantium dulcis orange oil, Lavendula hybryda oil, Laurdimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Wheat Protein, PEG-120 Methyl glucose dioleate, PEG 40 Hydrogenated Castor Oil, Perfum, Coco-Glucoside, Sodium chloride, PEG/PPG-14/4 Dimethicone, Sodium Benzoate, Glyceryl Oleate, Ethylhexylglycerin, Panthenol, Polyquaternium-7, Cirtic acid, Cocamidopropyl betaine, Polyquaternium-10, Potassium sorbate, Propyle glycol, Phenoxyethanol, Hydrogenated,, Palm glycerides citrate, Pentaerythrityl tetra-di-t-butyl hydroxyhydrocinnamate, Tocopherol, Limonene, Linalol.




SKŁAD ODŻYWKI (65zł/250ml):
 Aqua, Cyclomethicone, Dimethicone, Glycerin, Cetearyl alcohol, Prunus amygdalus dulcis (Sweet Almond) Oil, Lavandula hybrida oil, Angelica archangelica root oil, Lavandula angustifolia (lavender) oil, Pelargonium graveolens flower oil, Cananga odorata flower oil, tilia platyphyllos extract, Citrus aurantium dulcis (orange) oil, Helianthus annuus (sunflower) sed extract, Rosmarinus officinalis (rosemary) leaf extract, peg 40 hydrogenated castor oil, Behentrimonium chloride, Perfume, Phenoxyethanol, Tocopheryl acetale, Ethylhexylglycerin, Panthenol, propylene glycol, Tocopherol, limonene, Linalol.


SKŁAD MASKI (110zł/250ml): 
Aqua/water, Cyclomethicone, Cetearyl alcohol, Helianthus annuus  (sunflower) seed oil, Dimethicone, Glycerin, Cetyl alcohol, Behentrimonium chloride, Triticum vulgare (wheat) germ oil, Butyrosperum parkii (shea butter), Citrus aurantium dulcis (orange) oil, Rosmarinus officinalis (rosemary) leaf extract, Lavandula hybrida oil, Angelica archangelica root oil, Lavandula angustifolia (lavender) oil, Pelargonium graveolens flower oil, Cananga odorata flower oil, Helianthus annuus (sunflower) sed extract, Citric acid, Butylene glycol , Parfum (fragrance), Sodium pca, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Ethylhexyl methoxycinnamate/octinoxate –butyl/methoxydibenzoylmethanr / avobenzone, Ethylhexyl salicylate / octisalate, Tocopherol, Ceteareth – 33, Silica, limonene, Linalol, Ci 77491/iron oxides

Opakowanie: plastikowe butelki (szampon i odżwka), maska - plastikowy słoik, szampon i odżywka - plastikowe butelki - zamknięcie wbrew pozorom wcale nie wygodne, gdy miałam mokre ręce łatwiej mi było odkręcić korek, niż go otworzyć.

Konsystencja: szampon - przezroczysty, pięknie pachnie i bardzo dobrze się pieni, odżywka- bardzo wodnista lekko pomarańczowa ciecz, maska - biała, średnio-gęsta.

                                                                                                                          
Mój powrót to kosmetyków Loccitane uważam za nieudany. 
Zresztą sami zobaczcie zdjęcia włosów.
                                                                              
Włosy z jakimi zaczynałam kurację Loccitane.








 Po Loccitane: 


 Nie lubię tych zdjęć. Włosy wtedy naprawdę miałam fatalne. 
Tłuste, rozprostowane "siejpy"
Bardzo swędział mnie też skóra głowy. 




Przyznaję, że pierwszy raz w życiu, tak bardzo czekałam, 
aż skończy mi się produkt do włosów.



W następnym poście pokażę Wam czym je ratowałam.
Tak, włosy po kosmetykach za 240zł, ratowałam takimi za 25zł.
I jeszcze jedno, nikt nie powiedział, że drogi kosmetyk musi być rewelacyjny i jest lekarstwem na wszystko.
Życzę Wam dużo wiedzy i rozwagi w zakupach kosmetycznych
całuję 
kosodrzewina79










11 komentarzy:

  1. zgadzam się, tanie kosmetyki są czasami lepsze niż te droższe ;) włosy faktycznie były w nie najlepszym stanie..

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja mam wręcz wrażenie że im droższy tym gorszy....A kiedyś myślałam na odwrót i też wydawałam wiele pieniędzy na drogie, beznadziejne kosmetyki. Na szczęście ogarnęło mnie włosomaniactwo i już coraz bardziej wiem, że drogi to nie znaczy dobre!

    OdpowiedzUsuń
  3. ale fajnie Ci się kręcą włoski! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedyś, stosując masę odżywek, masek i szamponów przesyconych silikonami, myślałam, że moja pielęgnacja włosów jest na wysokim poziomie - w końcu tyle za nie płaciłam... Odkąd zmieniłam sposób, w jaki dbam o włosy widzę jaka byłam głupiutka :D

    OdpowiedzUsuń
  5. wow, ale zmiana... ja kiedyś "ratowałam" włosy serią L`Oreal Professionnel, Volume Expand, nie polecam ;p

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja już po raz kolejny przekonuję się że im droższy tym gorszy, te produkty praktycznie rozprostowały Twój skręt i wysuszyły włosy! Masz piękne gęste włoski :) i życzę aby były jeszcze piękniejsze.

    OdpowiedzUsuń
  7. szok! nie uwierzyłabym na słowo, że można tak łatwo spowodować szkody na głowie!

    OdpowiedzUsuń
  8. ;o no i tu sprawdza sie przyslowie , że drogie nie znaczy dobre a tanie nie znaczy złe :)

    OdpowiedzUsuń
  9. O rany ale miałaś włoski suche.. dobrze że teraz są takie piękne, znajomi pewnie chwalą zmianę :D ja nigdy nie próbowałam drogich kosmetyków, ale po co skoro tanie mi służą :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Faktycznie widać różnicę ''na gorsze'' ... Czasem te tanie kosmetyki czynią cuda, sama unikam drogich kosmetyków.

    OdpowiedzUsuń
  11. Oj zgadzam się często bywa właśnie tak, że tańsze kosmetyki są lepsze od tych drogich. Aż sama się nie raz dziwię, że można kupić bardzo dobre odżywki/szampony za nawet mniej niż 10 zł! :)

    OdpowiedzUsuń