niedziela, 28 sierpnia 2016

Ona: Douces Angevines - Julie

Bywają zapachy, w które z pewnością Bóg musiał tchnąć swój magiczny pierwiastek, bo jak inaczej wytłumaczyć świat zapachów, który przed nami otwiera francuska marka Douces Angevines. Jeżeli przekroczysz drzwi do tego świata, to po prostu już nie chcesz wyjść. Chcesz iść dalej i dalej...

Dzisiaj zapraszam Was do świata dezodorantu naturalnego. Opisywałam Wam już moje wrażenia po cudownym Theo. Dzisiaj przyszedł czas na Nią - Julie.


Kim jest Julie?
Łagodny dezodorant, który w sposób naturalny reguluje pocenie bez blokowania porów skóry. Neutralizuje przykre zapachy. Utrzymuje zdrową i świeżą skórę. Delikatne nuty drzewne oraz kwiatowe z odrobiną świeżych i oryginalnych zapachów zwiększają Twoją odporność na stres, przynosząc Ci spokój.
Korzyści:
Szałwia z ogrodu Douces Angevines reguluje produkcję potu, bez zatrzymywania go w skórze, reguluje temperaturę ciała i pomaga usunąć z niego toksyny.
Hyzop lekarski pomaga zneutralizować zapach ciała.
Skrzyp polny posiada właściwości ściągające, oczyszczające i przeciwzapalne.
Olejki eteryczne zostały tak dobrane, aby zwiększyć działanie tych trzech roślin i wzmocnić ich orzeźwiające i oczyszczające właściwości.
Słodki sok z agawy i organiczny alkohol pszenicy wydobywają to co najlepsze z roślin, dodając świeżości.


Skład:

Etanol (naturalny alkohol pochodzenia roślinnego), woda, róża damasceńska, agawa amerykańska, ylang-ylang, cytron, hyzop lekarski,  szałwia lekarska, piżmian właściwy, manuka, skrzyp polny, kadzidłowiec, czarna porzeczka.


Unikalna alchemia roślinnych olejków eterycznych, maceratów z roślin i wód kwiatowych.
Zawiera organiczny alkohol z pszenicy.100% wszystkich składników pochodzenia naturalnego. 87,49% ogółu składników pochodzi z upraw ekologicznych.
Bez sztucznych dodatków, konserwantów, parabenów, soli aluminium, sztucznego zapachu. Produk wegański. Nie testowany na zwierzętach. Kontrolowany dermatologicznie.

INCI:
ETHANOL*, AQUA, ROSA DAMASCENA*, AGAVE AMERICANA*, CANANGA ODORATA*, CITRUS MEDICA, HYSSOPUS OFFICINALIS*, SALVIA OFFICINALIS*, HIBISCUS ABELMOSCHUS, LEPTOSPERMUM SCOPARIUM, EQUISETUM ARVENSE*, BOSWELIA CARTERII, RIBES NIGRUM*, PARFUM (ESSENTIAL OILS FRAGRANCE), linalol, limonene, eugenol, citronellol, geraniol, citral, benzyl benzoate, neral, farnesol, benzyl salicylate (contained in essential oils)
* Składnik z rolnictwa ekologicznego
Działanie: Julie nigdy mnie nie zawiodła. Stosowałam ją zawsze na świeżo umytą skórę pachy. Dwa psiknięcia i byłam ubrana w jakże piękny i intrygujący zapach Natury. W pracy jestem ciągle w ruchu, między ludźmi, dodatkowo jeszcze od jednego do drugiego miejsca pracy przemieszczam się miejskimi środkami transportu i nawet w te ciepłe miesiące (maj, czerwiec i lipiec) nie czułam od siebie przykrego zapachu. Oczywiście te bardzo upalne i intensywne dni zdarzało się, że czułam wilgoć pod pachami, ale nie było przy tym żadnego przykrego zapachu, a wokół mnie unosił się jedynie zapach Julie. Bardzo często używałam Julie po prostu jako perfum.

Zapach: Julie od Theo jest znacznie delikatniejsza, bardziej subtelna. Wszak to Ona przecież. Wyczuwam tam głównie nutę gorzkiej pomarańczy zmieszaną z odrobiną słodkiej agawy, a to wszystko oprószone jest intensywną i orzeźwiającą szałwią, gdzieś w oddali tli się jeszcze nuta leśnych kwiatów. Jest to zapach intensywny, kobiecy, głęboki i bardzo zmysłowy. 
Daleki od oczywistości, płaskości i nudy.
Julie vs Theo - Julie pozbawiona jest ziemistości, nie ma w sobie powalonych drzew i brudu Theo. A moja miłość do Theo nigdy nie ustanie, własnie za ten mrok i trociny. 
Dezodoranty Douces Angevines to kosmetyki dla koneserów zapachów.  
Ja swoje wszystkie, już 6 buteleczek kupiłam w sklepie TobeEco. Ale uczciwie ostrzegam, na miłość do zapachów Douces Angevines nie ma lekarstwa.
całuję
Kosodrzewina79

sobota, 27 sierpnia 2016

(denko) Toniki i hydrolaty - Madara, Nourish, Alva, Pat&Rub, Energy Family, Avebio, LASS, Dr.Hauschka, Planeta Organica

Witajcie,
jako posiadaczka cery tłustej już dawno, dawno temu przekonałam się jak ważnym krokiem w pielęgnacji takiej cery jest dokładne oczyszczanie. Żaden kosmetyk nie szansy zadziałać, jeżeli na skórze są resztki makijażu, pot, kurz czy sebum.
Tonizowanie skóry, czyli użycie toniku po wcześniejszym oczyszczeniu skóry, to również bardzo istotny krok w pielęgnacji mojej skóry. Nie zapominam o nim nigdy, zwłaszcza wtedy gdy myję twarz mydłem w kostce (zasadowe pH), a tak było przez ostatnie miesiące bardzo często.

Poniżej przedstawię Wam kilkanaście produktów, które miały szansę mniej lub bardziej spektakularnie zadziałać ma mojej twarzy.
Toniki/hydrolaty podzieliłam na 4 grupy: hity, naprawdę dobre, ok, ale nic specjalnego oraz buble.

Zacznę od bubli, czyli kosmetyków, które nie sprawdziły się w mojej pielęgnacji:


1. Planeta Organica, Tonik nawilżający antyoksydacyjny - woda i to do tego jeszcze klejąca się, zero działania.
2. Madara, Tonik do cery tłustej - największe rozczarowanie ostatnich tygodni. Nie spotkałam się chyba jeszcze na żadnym blogu ze złą oceną produktów Madary. Ale niestety ja o tym toniku nie mogę napisać nic dobrego. W składzie zaraz po wodzie znajduje się alkohol, którego jakoś nigdy się nie bałam, ale teraz widzę, że muszę unikać. Produkt tak mocno dosłownie walił alkoholem i niestety podrażniał moją skórę, że nie byłam w stanie zużyć butelki do końca. Zaobserwowałam również wzmożone wydzielanie sebum podczas stosowania tego toniku, gdy produkt odstawiałam po kilku dniach praca gruczołów wracała do normy.
3 NeoBio, Tonik - kolejny zawodnik z alkoholem. Chociaż w przypadku tego toniku zapach był przyjemniejszy.

A teraz kolej na toniki/hydrolaty, które szału nie zrobiły, ale też mi nie zaszkodziły:


4. Pat&Rub, Mgiełka różana - przepiękny zapach róży, który naprawdę uwielbiam. Musiało minąć kilka lat w mojej naturalnej pielęgnacji nim dobitnie do mnie dotarło, że woda różana jest ok, ale są inne, lepsze dla mojej tłustej cery.
5. LASS, Woda różana - (to samo co wyżej) :)
6. Dr. Hauschka - tonik/lotion odświeżający, którego zapach bardzo lubiłam, tak samo jak idealny atomizer i piękne szklane opakowanie, ale co z tego skoro działanie tego produktu było bardzo przeciętne.
7. Planeta Organica, Tonik do cery tłustej - po prostu poprawny tonik.

A teraz czas na naprawdę dobre toniki/hydrolaty:


8. Pat&Rub, Tonik - to właściwie bardzo udana mieszanka hydrolatów. Często nasączałam nim tabletki, z których po nasączeniu płynu robiły się maseczki w płachcie.
9. Avebio, Hydrolat z czystka - uwielbiałam przemywać nim twarz rano, cudownie spisywał się też w maseczkach z glinkami.
10. EnergyFamily, Tonik melisowy - po prostu hydrolat z melisy. Ładnie wyciszał skórę.

A na koniec moje hity, kosmetyki do których na 100% wrócę:


11. Laboratorium Cosmeceuticum, Hydrolat oczarowy - bardzo dobry zawodnik. Po prostu widziałam jak po przejechaniu wacikiem moja twarz wygląda inaczej, obkurczały się pory, twarz robiła się matowa. Uwielbiam go, ale wiem, że jest on bardzo mocny, dlatego nie polecam wrażliwcom. Kolejna butelka już stoi w łazience.
12. Pat&Rub, Mgiełka z gorzkich pomarańczy - uwielbiam za zapach - są to po prostu moje nuty zapachowe. Cudowne działanie, błyskawiczne odświeżenie.
13. Alva, Rhassoul, Spray regenerujący  - cudowny tonik w pięknym szklanym opakowaniu z higienicznym atomizerem. Mam wrażenie, że dopiero przy tym produkcie zrozumiałam co to znaczy prawdziwie tonizować skórę. Tonik ten to właściwie aloes z wodą i cudownymi olejkami eterycznymi: z drzewa herbacianego, lawendy, grapefruita, cytryny, miodu manuka i kadzidłowca. Idealny zestaw dla skóry tłustej. 
14. Nourish, Tonik jabłkowy - seria jabłkowa marki Nourish to moje wielkie odkrycie tego roku. Zakup w promocji pakietu mini okazał się rewelacyjnym posunięciem. Te 50ml toniku fantastycznie odświeżało i rozjaśniało moją skórę, po jego użyciu od razu nabierała jakby blasku i energii (wiem, że to brzmi jak idiotyczne obietnice producenta z opakowania), ale naprawdę takie efekty widziałam na swojej twarzy. Ten tonik z pewnością jeszcze zobaczycie w moich zakupowych postach.


Jestem bardzo ciekawa, czy znacie te produkty? 
Jakie jest Wasze zdanie na ich temat? Pokrywa się z moimi odczuciami?
całuję
Kosodrzewina79

piątek, 26 sierpnia 2016

(denko) Ciekawe żele do mycia ciała - Nubian, Ec lab, Natura Siberica, Weleda, Dr. Bronners, Dudu - Osum, Liquid Shea Butter Black Soap

Witajcie,
w dzisiejszym poście pokażę Wam kilka ciekawych żeli do mycia ciała. Od ponad dwóch lat w mojej łazience królują mydła w kostce, ale czasami jeszcze z sentymentu sięgam po mydła w płynie.


Swoje żelowe opowieści rozpocznę od dwóch afrykańskich czarnych mydeł. Pierwsze to płynna wersja mydła Dudu - Osum (Herbal). Pamiętam, że kupiłam je z ciekawości po tym jak naprawdę zachwyciłam się mydłem Dudu w kostce.




Nie byłabym sobą, gdybym nie skusiła się też na balsam od Dudu, ale niestety jego skład bardzo mnie rozczarował, i szybko znalazł on nowego właściciela.




Mydło jest koloru brązowo-miodowego z perłowym połyskiem, ma dość gęstą konsystencję i bardzo intensywny ziołowo-leśno-drzewny zapach.
Mydło nie sprawdziło się w roli szamponu, bo chociaż mocno oczyściło skalp, to jednak jednocześnie, zbyt mocno go obciążyło (włosy były po kilku godzinach do mycia).
Produkt najbardziej lubiłam w roli szybkiego peelingu enzymatycznego. Rozprowadzałam mydło na ciele, a po kilku minutach spłukiwałam pianę. Efekt? Niesamowicie gładkie ciało.





Drugim żelem jest również czarne mydło afrykańskie - Liquid Shea Butter Black Soap. To z kolei ma ma konsystencję brązowej wody. Byłam tym bardzo zaskoczona i spodziewałam się, że zniknie z mojej łazienki po kilku dniach. A tym czasem było zupełnie inaczej - dosłownie kilka kropel wylanych na gąbkę sprawiało, że moje całe ciało było dokładnie oczyszczone. Mydło nie tylko oczyszczało, wygładzało, ale też i cudownie nawilżało mają skórę. Uwielbiałam je.




Natura Siberica, Ujędrniający oraz witaminowy żel pod prysznic - to takie po prostu bardzo przyzwoite żele w dobrej cenie. Duże pojemności oraz wygodna pompka, to wielkie atuty tych produktów. Kosmetyki przyjemnie pachniały i dobrze oczyszczały skórę.


Kolejnymi produktami, które gościły w mojej łazience, to dwa produkty marki Weleda. Pierwszy to brzozowy żel peelingujący, drugi to cytrynowy krem myjący. Oba produkty mają przepiękne składy, cudownie niepowtarzalnie zapachy. Uwielbiałam je stosować i pewnie dlatego wykończyły się błyskawicznie (ale tak poważnie, to są mało wydajne).


Żel Nubian Heritage to moja prawdziwa perełka. Jego cudowny zapach lemongrass (palczatka cytrynowa - rodzaj trawy) i olejek herbaciany, ta niby cytrynowa, ale jednak z mocno wyczuwalną gorzką nutą kompozycja zapachowa, bardzo mnie urzekła. Żel miał konsystencję gęstej galaretki, co przekładało się na jego wydajność - stał w mojej łazience długie, długie tygodnie. Najbardziej odświeżający żel jaki w życiu miałam.

Dr. Bronners to mydło, o którym marzyłam od dawna. Zdecydowałam się na wersję z zieloną herbatą. Nie wiem co między nami nie zagrało, dla mnie było to poprawne mydło z bardzo dobrym składem.

Ec Lab Argan Spa - nawilżający olejek pod prysznic - ta seria to moja wielka miłość. Na przestrzeni 1,5 roku zużyłam już 3-4 masła z tej linii. Po prostu uwielbiam zapach i działanie tych produktów.

 Podsumowując, na moim subiektywnym podium stanęły te trzy żele. Jeżeli będę miała okazję, to z pewnością po nie jeszcze sięgnę, bo naprawdę zapadły na długo w mojej kosmetycznej pamięci.

Znacie te żele? Jakieś Was szczególnie zainteresowały?
A może polecicie mi coś ciekawego?
całuję
Kosodrzewina79

wtorek, 23 sierpnia 2016

Felicea, Naturalny błyszczyk do ust - nr 31 i 35

Witajcie,
w dzisiejszym poście opowiem Wam o moich wielkich wakacyjnych ulubieńcach. W lipcu i sierpniu na moich ustach nie gościło praktycznie nic innego prócz błyszczyków Felicea. Moje pierwsze spotkanie z tą polską marką wcale nie było miłe, źle trafiłam z kolorem szminki, i trochę się zraziłam. Ale gdy mi przeszło postanowiłam dać szansę ich  błyszczykom, i bardzo się z tego cieszę.

Po długich namysłach zdecydowałam się na dwa kolory:

  • 31 (słodka malina) 
  • i 35 (dojrzała brzoskwinia). 




Nr 31 to taka przyjemna różowa malina z małymi drobinkami. Pięknie wygląda na ustach. Naprawdę ożywi każdy makijaż i  doda nam młodzieńczego uroku.


Nr 35 to taka ciepła i naturalna brzoskwinka. Bardzo podoba mi się w tym kolorze to, że nałożony dosłownie odrobinę wydaje się wręcz bezbarwny, dopiero przy drugiej warstwie pojawiają się ciepłe, brzoskwiniowe tony.



A tutaj jeszcze porównanie obu kolorów:


Podsumowując, są to bardzo dobre polskie naturalne błyszczyki. Uwielbiam w nich wszytko: przyjemną, nie rozlewającą się poza kontur ust konsystencję, owocowy zapach, cudowny skład, który wyraźnie pielęgnuje usta. Jeszcze kilka godzin po aplikacji kosmetyku na ustach czuję przyjemne nawilżenie.
W ofercie marki Felicea jest 6 kolorów, ale nie widzę siebie w czterech pozostałych. Czekam jeszcze na neutralną czerwień, może właściciel pomyśli o takim kolorze.

Znacie te błyszczyki, jaki jest Wasz ulubiony kolor?
całuję
Kosodrzewina79

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Mydło z węglem - Uoga Uoga, Purite, Czyste Mydło i Ministerstwo Dobrego Mydła (w kontekście oczyszczania cery tłustej i trądzikowej)

Witajcie,
w dzisiejszym poście chciałabym Wam opisać moje doświadczenia z mydłami z aktywnym węglem.


Dlaczego pomyślałam o mydłach z węglem?
Jako posiadaczka cery tłustej od kilku już lat w okresie jesienno-zimowym przeprowadzam kurację kwasami lub retinoidami. W tym roku z powodu laserowej depilacji twarzy musiałam o takiej kuracji zapomnieć. Dlatego szukałam czegoś co pomoże mi walczyć z zaskórnikami, grudkami czy rozszerzonymi porami.
Postawiłam na węgiel, bo ten ma właściwości antybakteryjne i złuszczające.

Postawiłam na skuteczne oczyszczanie. Produkty z węglem miały mi w tym pomóc. Czy pomogły? Tak, ale nie wszystkie.

Przetestowałam 3 polskie mydła: Czyste Mydło, Purite i Ministerstwo Dobrego Mydła oraz jedno litewskie - Uoga Uoga. A oto ich składy:

Olej kokosowy, oliwa z oliwek, masło Shea, olej rycynowy, olej avocado, olej ze słonecznika, węgiel bambusowy, węgiel, mika

Olej kokosowy, Oliwa z oliwek, Olej palmowy, Olej rycynowy, Olej ze słodkich migdałów, masło kakaowe, masło shea, Aktywny węgiel drzewny
oliwa z oliwek olej kokosowy i olej palmowy, węgiel drzewny

olej kokosowy, olej rzepakowy, oliwa z oliwek, masło shea, olej rycynowy, aktywny węgiel drzewny, olejki eteryczne: paczulowy, bergamotkowy, z trawy cytrynowej, mika
100g/25zł
100g/21zł
100g/10zł
100g/19zł



# Uoga Uoga - MÓJ HIT

Moim największym hitem okazało się litewskie mydło Uoga Uoga. Zużyłam już dwie kostki tego cuda i wiem, że będą kolejne. Mydło to bardzo skutecznie oczyszcza tłustą cerę, przy tym jest naprawdę delikatne. I to co dla mnie było największym zaskoczeniem - to mydło naprawdę leczy, poprawia stan skóry. Jego wielkim plusem jest również to, że do samego końca zachowuje kształt, nie maże się i nie kruszy. Jest cudowne.


# Czyste Mydło

Drugie miejsce w moim rankingu zajmuje niepozorna kostka za całe 10 zł. Jest to kastylijskie mydełko o bardzo prostym składzie. Uwielbiam je za delikatność i skuteczność. Z pewnością przetestuję jeszcze inne rodzaje tych cudownych mydełek.



# Purite 
i # Ministerstwo Dobrego Mydła

Te mydła zajmują u mnie ostatnie, trzecie miejsce. A muszę przyznać, że to z nimi wiązałam największe nadzieje. Są tak piękne, no i polskie.
Ale niestety jak na mydła lecznicze do pielęgnacji tłustej cery, to są po prostu za tłuste. Mają za bogaty skład. Na skórze bardzo szybko zaczęły pojawiać się niedoskonałości, takie jakie wyskakują u mnie po eksperymentach ze stosowaniem olei, których cera tłusta często po prostu nie lubi.
W tych mydłach przeszkadzało mi jeszcze to, że po ich użyciu na twarzy zostawał tłusty film, który bardzo mnie denerwował.
I jeszcze jeden minus - tak brudzących wszystko dookoła mydeł moje oczy jeszcze nie widziały. Kiedy ich używałam umywalka ciągle była brudna, zszarzała. Nie polecam trzymać tych mydeł na drewnianych mydelniczkach, bo zostaną szybko zafarbowane.
Czy żałuję, że je kupiłam. Nie. Cudownie sprawdzały się do mycia ciała - ale już z myciem nimi mojej problematycznej skóry na dekolcie musiałam uważać.


Chociaż już mam swojego faworyta, to jednak moja chęć testowania innych mydeł z węglem nie ustaje. Może polecicie mi jakieś inne czarne kostki?
całuję
Kosodrzewina79


niedziela, 21 sierpnia 2016

Nowości

Witajcie,
posta z nowościami bardzo dawno u mnie nie było. Mocno się ograniczałam, schodziłam z zapasów. Teraz podczas urlopu miałam chwilę, aby pobuszować w sieci i przybyło mi trochę skarbów.


Jeszcze w lipcu skorzystałam z wakacyjnej promocji w sklepie TobeEco. Jak widzicie, wychwalając w swojej recenzji naturalny dezodorant Theo nie przesadzałam, szczerze uwielbiam go, kupiłam aż trzy buteleczki. Do tego skusiłam się jeszcze na peeling, maseczkę i olejowe serum do cery tłustej.

W drogerii Natura zobaczyłam kosmetyki dr.organic, skusiłam się na dwie odżywki i pastę do zębów. Do koszyka dorzuciłam jeszcze aloesową maskę z NaturVital.

W sklepie IWOS uzupełniłam braki w płynach micelarnych, bo stałam się z jednym i to jeszcze kiepskim. To już moje kolejne butelki płynu Sylveco, teraz postanowiłam dać jeszcze szansę Viankowi i Resibo.

W sklepie Naturativ (kiedyś ta marka nosiła nazwę Pat&Rub) podczas promocji -50% wykorzystałam jeszcze swoje urodzinowe -20% i kupiłam masło i odżywki do włosów.

A tutaj to już promocja z Rossmanna - szampon i odzywka oraz z Sephory - za ok. 20zł kupiłam masło do demakijażu.


W poznańskiej Plazie jest sklep Siberica, w którym co chwilę są jakieś promocje i wyprzedaże. I tak oto ponownie skusiłam się na rokitnikowy żel pod prysznic (który uwielbiam - recenzja) oraz dwa peelingi z Ec Lab.


I już na koniec -20% w sklepie Phenome zrobiło swoje i ponownie kupiłam maskę oczyszczająca oraz zupełnie nieznaną mi maskę regenerującą do włosów.
W w ofercie Purite zobaczyłam naturalne dezodoranty skusiłam się bez namysłu, wybrałam wersję z glinką zieloną oraz dorzuciłam jeszcze takie samo mydełko.

I to tyle.
Znacie te kosmetyki?
całuję
Kosodrzewina79