niedziela, 14 stycznia 2018

Serum do twarzy - 100% Pure, Antipodes, Beyond Organic, E-Fiore, Avebio

Witajcie,
w dzisiejszym poście przedstawię Wam sera do twarzy, które stosowałam przez ostatnie miesiące.





Na wstępie chciałabym przypomnieć, że mam cerę tłustą, i bardzo skłonną do zanieczyszczeń, grudek i rozszerzonych porów. Z wiekiem widzę, że taka cera wymaga bardzo mocnego, ale specyficznego nawilżenia.



1. Serum z witaminą C amerykańskiej marki 100% Pure.
Sama marka 100% Pure była moją wielką miłością 2015 i 2016 roku. Przetestowałam wtedy mnóstwo ich produktów. Po to serum sięgnęłam ponownie. 
Za co je lubiłam?
Za delikatność. Ten produkt nie ma wody. Jego bazą jest żel aloesowy, następnie witamina C, witamina E, ekstrakty z jabłek i winogron, witamina B5. W składzie są jeszcze cenne oleje m.in. lniany i z wiesiołka.
Serum ma żelową konsystencję oraz delikatny i przyjemny zapach. Bardzo ładnie rozprowadzało się po skórze, i bardzo szybko w nią wnikało. Serum nie pozostawiało na twarzy żadnej warstwy. Dla mnie to ideał w kategorii serum pod minerały, nawet w upalne dni.
Serum zapewniało mi porzadną, poranną dawkę antyoksydantów. Delikatnie rozjaśniało i wyrównywało koloryt skóry. Z powodzeniem stosowałam je podczas używania kwasów i retinoidów. 
Serum kupiłam w polskim sklepie Plants for Beauty
Bardzo przyjemny kosmetyk. Polecam.


2. Jeżeli macie cerę tłustą, i z obawy przed niedoskonałościami unikanie w pielęgnacji olei, to mam coś dla Was. Przedstawiam Wam przeciwbakteryjne i mocno nawilżające serum, a właściwie ambrozję od Avebio 
To serum zostało stworzone z myślą o potrzebach cer tłustych. W laboratoriach Avebio udało się połączyć składniki, które fantastycznie dbają o skóry problematyczne. Oczar wirgilijski, mirra i drzewo herbaciane dbają o przeciwzapalne, przeciwbakteryjne i kojące właściwości produktu, natomiast gliceryna, peruwiańskie quarango oraz potrójny kwas hialuronowy zapewniają nawilżenie. 
Początkowo nie potrafiłam w swojej pielęgnacji znaleźć dla niego miejsca. Nie wiedziałam, czy mam to stosować rano, czy wieczorem. Trochę postał w szafce, ale gdy w końcu zaczęłam sięgać po niego regularnie, to naprawdę się zakochałam. Serum nakładałam zawsze na wilgotną od hydrolatu twarz. Bo kwas hialuronowy tak lubi, ale lubi też być później zamknięty warstewką olejową/emolientową. 
Serum stosowałam z powodzeniem rano lub wieczorem.
Serum pozwalało utrzymać dobry balans mojej skórze. I jak to często bywa, dobrych rzeczy nie doceniamy, gdy je mamy. Serum, a właściwie jego działanie doceniłam, kilka dni po tym jak się skończyło. Po prostu brakowało mi nawilżenia. A produkty, które wtedy miałam nie potrafiły mi tego dać.
Serum ma lekką wodnisto-żelową konsystencję, nie pozostawia na twarzy filmu, ale nie mogę napisać, że wchłania się błyskawicznie, bo jednak to chwilę trwa.
Gdy tylko zrealiuzuję swój plan na DENKO2018, to z pewnością do tego serum wrócę. Kuszą mnie też inne wersje, bo to naprawdę bardzo dobre podstawowe serum nawilżające naszej polskiej marki Avebio
Markę tę bardzo cenię za dobre hydrolaty. Swoją buteleczkę serum kupiłam chyba w sklepie Iwos.pl ale warto też śledzić sklep producenta, bo tam często pojawiają się promocje rzędu 30%.
Naprawdę polecam!


3. Witajcie w świecie serum od @beyondorganicskincare 
Producent swój produkt nazywa naturalnym żelem przeciwzapalnym do cery trądzikowej.
Niestety nie jest to żel, a po prostu ciemnobrązowa woda. Myślę, że gdyby był to żel, to wydajność tego produktu bardzo by wzrosła.
Składy produktów beyond organinic skincare zachwycają mnie za każdym razem gdy na nie zerkam. Są tak minimalistyczne, i jednocześnie tak bogate w składniki aktywne. Co w nim mamy? Łagodzący aloes, glicerynę, wodę, a dalej to już mieszanka cudowności: przeciwbakteryjne wyciągi z drzewa herbacianego i podbiału pospolitego, tonizujący ekstrakt z ogórka oraz mający wspaniałe właściwości oczyszczające pory ekstrakt z kory wierzby (jest to naturalne źródło kwasu salicylowego). W produkcie znajduje się jeszcze kwas salicylowy oraz odrobina alkoholu. 
W moim odczuciu jest to naturalne serum lecznicze na problemy skórne. Po oczyszczeniu i stonizowaniu skóry twarzy, wyciskałam na zagłębienie dłoni ok.5 pompek produktu, a następnie opuszkami palców drugiej dłoni delikatnie rozprowadzałam płyn po twarzy. Koncentrowałam się na miejscach, które tego najbardziej potrzebują. 
Produkt doskonale sprawdzi się jako jesienno-zimowa kuracja kwasem salicylowym, dla osób które walczą z rozszerzonymi porami i grudkami na twarzy. Będzie to też wspaniały produkt w alarmowych sytuacjach, gdy wyskoczy nam na twarzy jakaś przykra niespodzianka. Płyn ładnie obsuszy niedoskonałości. 
Po takim produkcie konieczne jest chociażby delikatne nawilżenie, aby zapewnić skórze tłustej, tak bardzo przez nią pożądany balans. 
Serum wchłania się w skórę błyskawicznie, nie pozostawia tłustego filmu. Pachnie bardzo mocno ziołowo.
Szczerze polecam dla skór problematycznych, które walczą z nadmiarem sebum!
Produkt kupiłam za 60 zł w sklepie @warsztatpiekna








4. Serum - Antipodes Worship, które jest prawdziwą bombą antyoksydantów, czyli składnikami, które walczą z przedwczesnym starzeniem się skóry i uszkodzeniami wywołanymi przez wolne rodniki. 
W składzie nie mamy wody. Bazą serum jest hydrolat malinowy i owocowe kompleksy ekstraktów z czarnej porzeczki, kiwi, winogron, acai, kawy oraz witaminę E. 
Serum ma lekką wodnistą i beztłuszczową formułę, które błyskawicznie wchłania się w skórę twarzy. Serum pachnie bardzo przyjemnie - mocno owocowo.
Rano takie cuda to sama przyjemność. 
Jednak wodnista konsystencja sprawia, że produkt trzeba dawkować oszczędnie. Początkowo zawartość pipety rozprowadzałam rano na twarz, a poźniej jak zwykle minerały - ostatnio jestem wierna tym z Uoga Uoga  od Plants_for_beauty 
Szybko jednak zauważyłam, że serum ubywa w błyskawicznym tempie, dlatego później już wieczorną porą dwie krople serum dodawałam do porcji kwasu hialuronowego i kropli oleju, czasami dodawałam krople do jakiegoś innego serum czy kremu. 
Ten produkt ma skład ekstra, ale i cena też jest ekstra, bo za 30 ml tego płynu musimy zapłacić, aż 200 zł (ja swoje wszystkie kosmetyki marki Antipodes Skincare kupiłam w polskim sklepie Drogeria Lavande )
Aby dłużej cieszyć się tym cudem, radzę stosować je jako coś ekstra, jako dodatek do innych bazowych produktów, bo inaczej te 30 ml skończy się bardzo szybko. Tak jak było w moim przypadku, gdy zaczęłam dostrzegać jego cudownie rozświetlające właściwości już praktycznie się kończyło. 
Do serum Antipodes z pewnością wrócę, ale będę już je używała bardziej oszczędnie, tak aby starczyło na dłużej niż 2-3 tygodnie. 
Chciałam tylko nadmienić, że nie jest to mój pierwszy kosmetyk z antypodów. Należy tylko dobrać kosmetyki odpowiednie kosmetyki do typu swojej cery, a będziecie zachwycone. 


5. Serum polskiej marki e-Fiore która jak zauważyłam ostatnio ładnie się rozwinęła, ma naprawdę ciekawe produkty. 
Ale przechodząc do serum, a właściwie kwasu hialuronowego wzbogaconego zmiękczającym i nawilżającym mocznikiem oraz nawilżającym i złuszczającym kwasem mlekowym. Ten drugi składnik (bardzo niedoceniany) jest szczególnie cenny w przypadku cer tłustych i dojrzałych. 
To serum tak bardzo przypadło mi do gustu, że aktualnie w mojej pielęgnacji znajduje się wersja z algami i zieloną herbatą.
Serum to bardzo ładnie trzyma nawilżenie w skórze, a jednocześnie należycie dba o potrzeby tłustej i dojrzałej cery. 
Z pewnością jeszcze do niego wrócę, bo jest to coś więcej niż sam kwas hialuronowy 
Serum kupiłam za ok. 30 zł w sklepie Iwos.pl




6. The Ordinary - serum z retinolem. Trochę rozczarowało mnie jego działanie, a właściwie jego brak. Ale mam jeszcze jedną buteleczkę, i wtedy dam znać.





7 i 8. Naturativ, Serum do skóry naczynkowej - ładnie łagodziło moją skórę. Naturativ, Serum anti-aging - było zdecydowanie bardziej odżywcze. Ale nie mogłam używać tych produktów ze względu na zapach. Po prostu ta woń nadgniłych i długo moczonych pieczarek sprawiał, że miałam odruch wymiotny. Niestety, w moim przypadku okazały się, że są to zmarnowane pieniądze. 


Jestem bardzo ciekawa czy znacie te sera, a może możecie mi jakieś ciekawe polecić. Czekam na Wasze propozycje.
całuję
Jola


czwartek, 11 stycznia 2018

Jestem, żyję :) Instagram

Przywitam się jak zawsze:

Witajcie,
w dzisiejszym poście chciałabym dać Wam znać, że jestem, żyję.
Już wielokrotnie zasiadałam przed komputerem, aby coś tu naskrobać, może jakieś denko, albo inne cuda, ale zawsze rezygnowałam.
To nie jest też tak, że nagle zupełnie zniknęłam z Internetu, nie! możecie mnie znaleźć na Instagramie - i na dzień dzisiejszy tam Was zapraszam.

całuję
Jola

PS Ktoś to przeczytał?

piątek, 29 września 2017

Pani Odżywka - tak na pożegnanie :)

Witajcie,
i chyba ten czas, że mogę się śmiać z poprzedniego postu pomału nastaje.
Dziękuję Wam bardzo za wszystkie komentarze pod ostatnim wpisem, bardzo mnie one wzruszyły i dodały siły. Jeszcze raz bardzo dziękuję.




A teraz krótka historia:)
W pracy, z której zrezygnowałam w sierpniu miałam przezwisko Pani Odżywka. Dlaczego? Bo zmuszałam moje koleżanki z pracy do używania odżywek do włosów.
Kilka miesięcy temu, ot tak na potrzeby bloga chciałam przedstawić Wam wyniki ankiety, którą przeprowadziłam w moim miejscu pracy. W ankiecie pytałam o rodzaj włosów, częstotliwość ich mycia, sposoby pielęgnacji oraz o stylizację.
I muszę Wam powiedzieć, że otrzymałam ok. 50 wypełnionych ankiet, i przeżyłam szok, bo wyniki mnie zaskoczyły. Ponad połowa moich współpracownic ma w domu jedynie zestaw szampon + lakier do włosów. 1/4 dziewczyn ma jakieś odżywki, ale nie lubi ich używać, bo przetłuszczają im włosy. Reszta, czyli ok. 10 dziewczyn używa regularnie odżywek, ba nawet i masek.
O olejowaniu włosów nie słyszał jednak nikt :(
Zaczęłam doradzać dziewczynom oleje, szampony i odżywki, cieszyłam się każdym nawet minimalnym postępem w wyglądzie ich włosów. Widziałam jak wymieniają się olejami i odżywkami. Najbardziej jednak ucieszyło mnie to, że kilka dziewczyn, bardzo poważnie pomyślało o przejściu na pielęgnację naturalną :)

Na pożegnanie Pani Odżywka dostała kosz z kosmetykami do włosów. Gest cudowny, kosmetyki już mniej. Ale najbardziej liczą się intencje.
Pokaże Wam te skarby.



Prawda, że to miłe?
całuję
Jola

środa, 6 września 2017

priv

Witam Was w poście, w którym będzie trochę prywaty. Zazwyczaj unikałam takich wpisów, ale wiecie jak to śpiewał Jerzy Stuhr: czasami człowiek musi, bo inaczej się udusi.
Mam nadzieję, że przyjdzie czas, że będę śmiała się z tego wpisu.


Moje życie w ostatnich tygodniach to prawdziwy rollercoaster.
W grudniu naderwałam Achillesa. I tak właściwie to od ortopedy trafiłam do endokrynologa, u którego dowiedziałam się o problemach z tarczycą (trzy guzy) i węzłami chłonnymi. W lipcu i sierpniu zaliczyłam pobyt w szpitalu, całą masę badań, biopsje.
Do tej całej sytuacji podchodziłam ze spokojem, nawet nie brałam pod uwagę złego scenariusza. Nie planowałam żadnych zmian w życiu, wszystko ma być bez zmian.
Niechcący zmieniło się wszystko...
Pierwszy, a później i drugi pobyt w szpitalu dotknęły mnie bardziej niż myślałam, "planowałam". Łzy, poplątane ludzkie historie i ten zimny zapach śmierci sprawiły, że po raz pierwszy od dawna pomyślałam, że chcę i mogę przecież inaczej, wszystko inaczej.
Zrezygnowałam z dwóch dodatkowych prac, podziękowałam za propozycję trzeciej, którą dostałam w sierpniu. Postanowiłam skupić się na jednej pracy, tak aby mieć czas na życie...
I gdy już znalazłam zastępstwa za siebie i odebrałam świadectwa pracy, to okazało się, że z miejsca pracy, na które postawiłam wylatuję 20 grudnia, bo ktoś tam po wieloletnim wychowawczym nagle jednak wraca. Nie ma zgody na powiększenie liczby etatów, a ja jestem najmłodsza stażem i wiekiem, więc dlatego będę to ja.
Chciałam zmian, ale tak żeby stracić wszystko, na to chyba jednak nie byłam gotowa. A może ta zmiana musiała być wielka, no to będzie.
Trzymajcie za mnie kciuki, bo bardzo się boję.
całuję
Jola